Kilka refleksji wysnutych
z własnych
przeżyć, które należą się najbliższym
i może i dalszym czytającym, ujęte
w niedoskonałym kształcie według
skromnych zdolności. Niezrozumiałe
zapewne dla wielu, zrozumiała dla tych,
których dotyczą. Należy im się wspomnienie,
im i pewnym wydarzeniom, o których
mało kto pamięta.
Na pogrzebie Stalina grano
marsz żałobny Chopina
Chopin - Stalinowi
Napisałeś tę pieśń pewnie nocą
Ku pamięci klęsk
listopada
Napisałeś ją pewnie
po to
Bo Polska padła?
Grywali ją potem
różni
Ku pamięci lub
przyjemności
Słuchali nieszczęśni
lub próżni
Przypominała nam
troski
Nie była pisana dla
katów
Miała być grana
odświętnie
Gdy bohater życie
utracił
Na miasto rzuciła
śmierć piętno
+++++++++++
W marszu idzie
gromada zbirów
Taszczą złoczyńcę na
marach
Nareszcie
spowity kirem
Oraz złowieszczym
sztandarem
Orkiestra bezcześci te dźwięki
Napisane nie dla
satrapów
Dla tych co doznali
udręki
Od obcych albo
rodaków
Za późno diabeł
postać tę zmógł
Zadrwiono sromotnie
z twej pieśni
Oby niepamięć okryła
ten grób
Przestrogą był dla
współczesnych
Przepraszam cię
mistrzu jedyny
Za doznaną zniewagę
po latach
Kto ludzkiej doszuka
się winy
Że w historii
naszego był świata
Na tragiczną śmieć matki
Oda do kochanki
Moja powinność
Na tragiczną śmieć matki
Powiem teraz
Co należało
powiedzieć wtedy
Co mówi się
wszystkim matkom
Nie byłem w stanie
Nie było kiedy
Odwagi zabrakło
A teraz? Czy głos
doleci
Jak modlitwy spowiedzi?
Gdy przyjdziesz we
śnie?
Twoje
cierpienia noszę
Ostatnie i wczesne
Ode mnie od losu
Com niechcący winien
Cierpienia dla
dwojga
Przez tę jedną
chwilę
Stało się wiele
Co się stało
Za twoim skinieniem
U Ciebie było słowo
Dobrym do dziś idzie
cieniem
Bo słowo stało się
ciałem
A moje słowo
W złej chwili
rzekłem
Życia zabrało połowę
Stało się piekłem
Miało być wytchnieniem
Jest chłodem twej ziemi
A te słowa
Tajemnicą
We wnęce intymnej
Zamknięte krzyczą
Noszę je gorzkie i
zimne
Podzielone
Na łzy i milczenie
Na twarde
Kamienie
Kamienie
Niedługo klęknę prze
twoim cieniem
Lamentacja
Niewiele mi dałeś z
tęczy
Posturę niemęską
Urody nawet nie kęs
Prószyła mi klęska
Mała lub większa
Wisiał smutek u rzęs
Jedno mi dałeś
Choć
Przegródkę we
wnętrzu
Na dnie
Dar największy
I konchy dwie
By pukał gość
Miejsce na Gaude
Mater….
Prawdziwy gość pełen
świateł
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
Nie skąpiłeś trudów
Worka ciężarów u
ramion
Drugiej w kołyscem
nie dostał
Nie stało dla mnie
Tajemną jest złudą
Co mogło być proste
Targał i gmatwał
Czas
Kroczył ciemny
Nie ułatwiał
Klękam przed Tobą w
ukłonach
Za to że świat mi zapłonął
To Monteverdi i Bach
Przez czarki uszu się wkradł
Niespodziewani
goście
Przyjaciele wierni
Krzywizna życia się prości
I mniej jest cierni
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
Skąpiłeś wymarzonej
Niosłem krzyż
samotni
Bolesną koronę
Przed bramą
stanąłem pustą
Pewnie nie
byliśmy godni
Jedną się okryć
chustą
Nie jesteś przecież okrutny
Choć taką mi dałeś
przysługę
Umilić życiowe trudy
Toccatą i Fugą
Co mogłeś lepszego darować
Nad konchy uszu
Anteny na dźwięki i
słowa
Zapomnienia wzruszeń
Zapomnienia wzruszeń
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
Dałeś surowy kamień
Dla Siebie i
bliskich
By oszlifować
Dla mnie
Dla wszystkich
Wyrzeczeń było wiele
Uprowadzony
Przysługą tajemną
Nie moim
przyjacielem
W spadku dostaje
zdań parę
Pozbawiony broni
I żałość bezdenną
Nie tajne
uczynki i słowa
Gorzka ofiara
Została trwoga
Przed dołem klęknie
I koniec
Jedyne dzięki
Twój dar goi blizny
As dur Pożegnanie Ojczyzny
I goście
Płyną mieszkają
W wydzielonej
przestrzeni
W zamkniętym
tajemnym kraju
Zadbanym
Tu w lustrze się mienią
Ludwig z Janem
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
Mało dałeś talentu
Chwalców wcale
Boć Villonem nie
jestem Puszkinem
Rymów pokrętnych
Skleciłem krztynę
Ni swoim ni obcym najbliższej
Grzeczności
udanej nie staje
Z niemej
mowy słyną
Usłyszę
głośną ciszę
Każdego w
swoim kraju
Po
ostatnią godziną
Z
"Niedokończonej"
Pociechy płyną
Bo do słuchania mam
uszy
Dar i zapomnień
pęczek
Jan Amadeusz i Karol kusi
Jestem Ci wdzięczny
Niech mi w
najdalszych chwilach
Nokturn Ave..
Marzenie
Resztki trwania umilą
Kłaniam się uniżenie
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
Skazałeś na tęsknicę
Do przyjaciół obcych lub bliskich
Nie słyszą jak
krzyczę
Są nimi nikt albo
wszyscy
Zamknięte są ich
uszy
A słowa bez
barwy
Rozmowa ze sobą nie
skruszy
Murów klasztoru twardych
Być sobie przeorem
klerykiem?
Nikim!!!
Nikim!!!
Skazałeś mnie
na los taki
Cicho wokół
Posiał makiem
Dobre jest Twoje
serce
Dałeś prezentów aż
nadto
W mojej poniewierce
Nagroda "Nocne
czuwanie"
Słuchałem ostatnio
Napisane prawie jak
dla mnie
"Śmierć i
dziewczyna" Franciszka
Jak meteor błyska
Najbliższa nieobecna uchem
W samotności słucham
Takie zapomnienie
W najwyższej cenie
O j c u
Jak każdy miałem
ojca
Nie takiego chciałem
Zanim się nim stał
To mi go zabrali
Sprzymierzeńcy
tamtych
Co im uszczknął
piędź
Potem był już nie
ten
Po rozłące
Musiałem płakać
Suchymi łzami
Zwojował tę piędź
Ale nie więcej
Na jednego tyle
przypadło
Wrócił
Lecz Innej nie chciał
Nie poszedł w las
By o tamtą walczyć
Tej nie chciał
Nie dał się
przekonać
Jak ja
Że innej nie będzie
Nie jest zatem
wyklęty
Budował niechcianą
Chwała mu za to
Budował dla mnie
Choć był mało mój
Rozłąką
Pozostała pustka
I dyplom z pode
Lwowa
Po tej piędzi
Teraz dla mnie
zaszczyt
Dobrze że choć to
pozostało
Dyplom i praca
Płaczę po nim
suchymi łzami
Przyjaciółka wielu
Tyś
przyjaciółką niechcianą
Wierną jak żadna
inna
Za wcześnieś mi
przydana
Już w latach
dziecinnych
Przykładasz na usta
palec
By słów nie wiele padało
Za przegrodą
schowanych
Lub znaczeń
niewiele miało
I spojrzeń bronisz
przyjaznych
Wieczornych czy
porannych
Twej obecności
zaznam
Wtedy może
najbliższej
Dotkliwie słyszę
cisze
Podaną błahym
słowem
Nieobecnością długą
Całym lub życia połową
Jesteś siostrą
syjamską
Tylko z tobą rozmowa
szczera
Przed tobą można nie
zamknąć
Co dotkliwie
doskwiera
Gdy dalsi tają a
bliski milczy
Tajemnic nie można
ujawniać
Temu co nawet
najmilszy
Twa przyjaźń może
zadławić
Szykuję ci miejsce w
mej trumnie
Śmierć cię najlepiej
rozumie
Pierwszy erotyk
Na brzegu płytko
Nurt nieco dalej
Chaszcze śpiewają
wytrwale
Nie trzeba wiele
To było wszystko
Czegośmy chcieli
Zbudzone blaskiem
Najprostsze płonie
Nic już nie dzieli
Stóp cztery w piasku
Światem całym
Na wyciagnięcie
dłoni
Zabawa w pisaku stóp
niedorostków
Wiszący przez lata
gest
Nie mam nic na
obronę
W pamięci drzemie
Obmycie pleców jak
chrzest
Wodą dobytą od dna
Świat cały nam
płonie
I dalej wiązania
tajemne
Pierwsza nagość
przede mną
Ta wspomnieniem trwa
Nieśmiały dotyk warg
Zza światu
znak
Oda do kochanki
Kochanką
jesteś jednostronną
Na moją
wdzięczność nie licz
Nie pragnę
z tobą randki
Nie chcę
miłości z tobą dzielić
Choć na
mnie czekasz na przystankach
Choć czekasz na mnie gdzie bądź
Bywa że
wpraszasz się niechcący
Przyłapiesz
mnie nie w porę
Wtedy twe
cienie mnie ostrzegą
Przyjaciel ode mnie
odtrąci
A ja cię
czekam mimo wszystko
A ja cię
czekam wczesnym rankiem
A ja cię
czekam na przystanku
Bywa że
jesteś bardzo blisko
Niechciana
moja ty kochanko
Cień twój
przed okiem nieraz błyska
Gdy
słabość zmoże moje członki
Przysiadasz
się na brzeg pościeli
Policzek
chłodzisz mój gorący
Kościstą bladą twoja dłonią
Wtedy nas
nic z sobą nie dzieli
Szept
słodki w uszach moich dzwoni
Niechaj by
nie był choć ostatni
Jeszcze
zaczekaj ze swym wyznaniem
Okazji
będziesz miała wiele
Wargę w
szeptaniu swoim zatnij
Kochanko
zanim wyznasz zdanie
Że jesteś
moim przyjacielem
Że nie
opuścisz mnie w cierpieniu
Łagodnie
wtedy weź w ramiona
Jak bierze matka albo żona
Gdy
widzi na obliczu cienie
Co pewnie
nigdy już nie zgasną
Tak chcę
kochanko z tobą zasnąć.
R e q u i e m
Dla kogo
to Requiem
I po co
Nie wiem
Nieznajomemu
w masce
Dla siebie?
Pisałeś nocą
Słucham nim zasnę
A ty bez trumny
W towarzystwie
niemym
W szmacie brudnej
W
nieznanej ziemi
Słucham
akordy i echa
Dies Ire
Mój czas
ucieka
Okryty
kirem
Samotną
nocą
Słuchać?
Po co?
Sen ożywia
Co minęło
Drugi raz
bywa
Twojego
dziełem
Wskrzeszone
Klękam u
progu
Jak
grzesznik skruszony
Gotowy do
drogi
Kto do
słuchania ma ucho
Pod sklepieniem
podniebnym
Śpiewnych chórów
wysłucha
Może ostatnie
Requiem?
Niech zabrzmi mi w
ostatnich chwilach
Ślad Dies ire
Dla kogo je
napisałeś?
Kto wie
Śmierci na pochwałę?
Nikt nie jest pewien
Ślad poniosę do głębi
Gdy łzy nie uroni ni
człowiek
Zabrzmią mi w ziemi
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz