Refleksje II

Refleksje II

 
Samotność, samotność wewnętrzna, jest udziałem każdego i przeżywa się ją samotnie lub wśród ludzi. Chcemy się jej  pozbyć, każdy po swojemu, jednak niewielu, choć w części, to się udaje   Nosimy tę  tajemnicę  w sobie, a nie udaje się jej ujawnić, często leży zbyt głęboko lub nie ma komu albo nie wolno. Sprawcami tej samotności są często najbliżsi,  gdy zatraca się więź, urywa się łączność duchowa lub kto inny wchodzi  w miejsce nieswoje,  często świadomie wypierając  bliskiego. Jedni piszą wiersze, jeśli są wybitne, to zaznają chociaż sławy, jeśli to tylko rymopisowie, to  pewnie doznają ulgi. Nie muszą  być wybitni.  Mówią do siebie, czego inni nie chcą wysłuchać  lub są obojętni.

 W  r  ó  ż  b  a

Dwoje razem jedną pałeczkę
Nieść muszą
Pełną radości
Pełną wzruszeń
Na  wieczność

W niej tajemnic  pełno
Sezam nieznany
Wróżka nich wywróży
Co ma się spełnić
W  nieznanej  podróży?
Powiedz wróżka pani
Co przed nami?

Pójdziemy po dźwiękach
Ślady znaczyć
Pójdziemy po tęczach
Własnym atramentem
Pisać własne znaki

Będą wieczory rozmów i pieśni
Może rozmowy bez słów
Będziemy zrywać  czereśnie
W ogrodach pełnych snów
W tajemnej grocie
Świetlisty czeka nas taniec 
Tam kwitnące paprocie
Czekają na w wspólne trwanie

O c z e k i w a n i e

Nie czekaj na mnie pani
Nie czekaj
Nie czekaj na przystani
Łódź moja nie gotowa
Mój szkutnik zwleka
Zwleka jeszcze
Nie dotrzymuje słowa
A to mu czegoś zbrakło
A to padają deszcze
Materia nie gotowa
Poczekaj pani jeszcze

Przewoźnik też bez chęci
Łapania wiatru w żagle
Chociaż go pani nęci
Choć  pani go przynagla
Łódź przecież nie gotowa
I się pasażer spóźnia
Obaj nie dotrzymują słowa
Odłóżmy rejs na później

Mam sprawy na urzędzie
Potrzebny mi paszport
Oddać długi muszę
Czasu ci nie ubędzie
Przecież sama znasz to
Prośba moja słuszna

Doświadczenie masz długie
Nieraz  się spóźniał  przyjaciel
Słów nie dotrzymał danych
Uczynisz mi przysługę
Gdy zechcesz czasu dać mi
Na przygotowanie

Odkładaliśmy to spotkanie
Przeszkody były ważkie
Poczekaj na przystani
Dotrzymam słowa znasz mnie
A tak mówiąc nawiasem
Całkiem prozaicznie
Szkodą ci niewielką
Mijanie się z czasem
Spotkania z tobą liczne
Na porządku dziennym
Ustawię się w szeregu
Dniem albo nocą senną
Czekaj mnie tam na brzegu

B ó g   E c h n a t o n a

Bóg Echnatona  otworzył bladą
Zieloność w łupince uśpioną
Bóg Echnatona
Niosący radość
Zarządca łona
Prawdziwych światów
Łupinę otworzył
Kolibrów obdarzył
Kolorem motyli
I ryby w morzu

Z łupinki się wychylą
Nieśmiało
Wzbudzone podmuchem
Jedynego  z Egiptu
Pokryją całą
Zielonym puchem
Maszyny bytu

Jak dobrze z macicy się wychylić
Liściem kwiatem postacią rozumną
Choć na  jedną chwilę
Dni minut godzin
Lat kr
ótkich
Nie tęsknić za trumną
Patrzeć w oczy co dzień
Nie  karmić się smutkiem
Na wietrze trzepotać listowiem
Nie  płakać gdy zieleń uchodzi
Kwiatom ubywa zdrowia

Samotny człowiek
Jak liść opadły
Choć zieleń go jeszcze zdobi
Pod drzewem na dnie
Brąz go dosięga
Martwieje łodyżka
Gdy zapisana jego księga
Samotność ostatnia bliska

 
P r z y j a c i ó ł k a  w i e l u


Tyś przyjaciółką  niechcianą
Wierną jak żadna inna
Za wcześnieś mi przydana
Już w latach dziecinnych
Przykładasz na usta palec
By słów nie  wiele padało
Za przegrodą schowanych
Lub znaczeń niewiele  miało
I spojrzeń bronisz przyjaznych
Wieczornych czy porannych
Twej obecności zaznam
Wtedy może najbliższej
Dotkliwie słyszę cisze
Podaną  błahym  słowem
Nieobecnością długą
Całym lub  życia połową
Jesteś siostrą syjamską
Tylko z tobą rozmowa szczera
Przed tobą można nie zamknąć
Co dotkliwie doskwiera
Gdy dalsi tają a bliski milczy
Tajemnic nie można ujawniać
Temu co nawet najmilszy
Twa przyjaźń może zadławić
Szykuję ci miejsce w mej trumnie
Śmierć cię najlepiej rozumie


 S a m o t n o ś ć

Jest cierniem w skroni
U mędrca mnicha złodzieja
Nikt  nie obroni
Nie ma  nadziei
To kosmos utkany na krośnie
Z włókniny bytu
Cegłą po cegle
Rośnie i rośnie
Płaczem skowytem
We śnie i we dnie
Najniżej w  podziemiu
Budowlą  bez okien
Rośnie w cieniu
Przed cudzym okiem

Noszę jak Syzyf
Nosi przyjaciel
Młyński kamień
Widzę u brata
Nie da się wyzbyć
To pieczęć znamię
Zmora skrzydlata
Może jest solą?
Syjamską siostrą
Jej słowa ostre
Bolą

Dusza wtóra
Za kotarą
Tajemna księga
Niekochana córa
 Nie do pary
Siedzi przy mnie
Siedzi i nęka
Najintymniej
Siedzi ze mną
Siedzi przy mnie
W noc bezsenną
Gdy czerń gnębi głucha
Gdy wiatr szepcze do mnie
Smutek u rzęs
Nikt nie  wysłucha
Kolekcji wspomnień
Kolekcji klęsk
Od  swoich obcych
Kolekcji troski

Niech  gestem  dłoni
Uśmiechem w słowie
Wzrokiem przyjaznym
Pytaniem o zdrowie
Ujmie tej tkanki
Co drzemie drzazgą
Milczącą mową
Niechcianą kochanką
W mowie ze sobą
Niech ujmie















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz