Refleksje II

Refleksje V


Wciąż napływają nowe, dziwaczne refleksje, 
niegodne czytania, niezdarnie wyrażone,
rymy byle jakie, mające tylko tę wartość, że 
budzą samozadowolenie. A to potrzebne 
każdemu, jak powietrze. Inaczej nikt by nie 
tworzył czegokolwiek. i nie powstawałyby 
przy okazji takich prób rzeczy wielkie.
To także próba odtworzenia zalegających, 
nie wyrażonych nikomu niepokojów. 
Zanieczyszczono nimi internet, by autor 
mógł  sobie odtworzyć od czasu do czasu 
zanikające cienie swoich smutków
 
Wspomnienie

Dni kilka błyszczało grzechem
Spadły jak ciepłe deszcze
Do dzisiaj wracają echem
Do dzisiaj wracają jeszcze
Uśmiechem skostniałym w głębi
Ciepłem osiadłym na dłoni
Śladem na ustach
Niedokończonym
Spełnieniem
Taka dziś pustka


NIKT   NIE  WYSŁUCHA

Nie licz na ludzi nikogo
Nie mają klucza ani potrzeby
Nie otworzą sejfu
A tam popielnik
Nieudanych przeżyć
Zatajonych słów
Poległych nadziei
Spodziewanych łask
A tam popielnik
Żużel wypalonych spraw
Łza nie otworzy słowa za słabe
Zostaw sejf w spokoju
Niech sobie trwa
Taki twój i jego los


   SEN   ZDRADLIWY

A ja czekałem aż napłynie z dali
Głos co wyobraźnie ogniem mi rozpali

A ja czekałem aż mi  błyskawica
Rozświetli martwe moje blade lica

A ja czekałem aż mi wiatr przywieje
Do moich progów stracone nadzieje

Ja już nie czekam na światła promienie
Które mi moje czekanie odmieni
Głos błyskawice i wiatr to wymysły
Pewnego razu  taki sen się przyśnił
 

Patrząc na  fotografię panny


Nie męcz wyobraźni obrazkiem podlotka
Utkwi gwoździem jak w desce
W żadnym mieście na świecie nie spotkasz
Nie znane jej miejsce
A ja cię noszę codziennym błyskiem
A ty odmieniasz szarości
Czasem jesteś wszystkim
Gdy nagle zagościsz
W wyobraźni jeszcze nie martwej
 Tam  tkliwe wyznania
Tam harce
Rogacza i łani
Siła uroku  moc siły kwiatu
Magnesu pełnia niewoli
Do tchu utraty
Co słodzi  to życie soli
Dodaje smaku samotni
Jest iskrą co gasi rozpacze
Temu co  serca głodny
Tylko tak można nie inaczej

Przepowiednia

Wierze katedr strzelistych
Wspaniałe dla bomb cele
Zburzyć by je wszystkie
Jest ich za wiele
Organom wyrwać piszczały
Jak dentysta wyrwa  zęby
Nie będą grały
Ich dźwięk nam jest zbędny
Ołtarze dla chwały Bożej
Na części pierwsze rozłożyć
Malowidła z sufitów zeskrobać
Rozkruszyć przetopić posągi
Niepotrzebna nam ozdoba
Co człowieczeństwu urąga
Foliały bibliotek śmiecie
Filozofów dyrdymały
Dla swojej chwały
Wymiecie 
Pożoga i zamęt
Amen!

Zostanie po nas złom żelazny 
I głuchy, drwiący głos pokoleń.
Tadeusz Borowski


Pochwała  skrzypiec

Dla twojej chwały piszę te zwrotki
Z drewnianych deszczułek pudełko
Wynalazco nieznany
Góralskich gęśli
O dźwięku słodkim
Chwała ci wielka
Od nich najwięksi

W prostej mowie
Niewyszukanej
Przemawia człowiek
A tu powstała mowa malowana
Dźwiękiem nie z palet pędzlem
Zrodziła Antonia Ludwika Jana
Nie słuchać tej mowy grzechem
Gdy mistrz ją z pudełka dobędzie
A więc partita obertas czakona 
Stradivara diabelskie  trele
Piekłem skażone
Ale aniele
Dla twojej piszę chały
Wytworne  pudełko z duszą
Ten pean niedoskonały
Niech tony mój smutki  kruszą

Pozostała poświata


Piszę więc jestem
Jest chociaż ręka
Ta jest na pewno
Obie mi nie potrzebne
Chyba
By muchę przegnać
Ta druga się przyda
Jest papier  jeszcze
Biały jak papier
I nieuchwytna
Ktoś  płakał w mieście
I mnie łza kapie
Ta druga się przyda
Do chusty do oczu
Historia wybitna
Jednej bajka nocy
Za mną kroczy
Rozkwita
Gdy papier z dłonią
Współbracia
Słowami uronią
Coś co powraca

Piszę więc byłem więc piszę
Aż czworo ramion
Jedno wystarczy dzisiaj
Za dużo dla mnie
Wystarczy poświata


B l u ź n i e r s t w o

Co masz na swoje usprawiedliwienie
Nie zjadasz zielonej trawy
Jakim słuchasz prawem
Luisa i Eli
Nie pijesz morskiej wody
Ni owad ni ryba
Nie mają z ciebie pożytku
Wypróżniasz się na piękną ziemię
 Jakim prawem

Przydałeś sobie odwagi
Kłamiąc o ziemi poddanej
Stwórca  nie dał ci prawa
To nieprawda
Wykradłeś  Stwórcy ogień
Na swoją zatratę
Wystarczyła by woda stawu
I trawa

Za mało ci piwa
Za mało
Kobiet widoków gwiazd
Za mało na dnie oka
Obrazów dalekich galaktyk
A na języku za mało
Smaków
Kawioru  kiełbasy
Za mało
Nawet nie dzielisz po równi
Wynaturzono istoto
Błędzie Pana Boga
Teraz żałuje
Ukarał się sam
Wstydu nie masz
Obnosząc się jego męką
Bluźnierco zatracony
Poeta z twojego rodu
Też bluźnierca
I wiersz bluźnierczy
Taka jest prawda
Co to jest prawda
Zapytał  Piłat


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz