Wciąż napływają nowe, dziwaczne refleksje,
niegodne czytania, niezdarnie wyrażone,
rymy byle jakie, mające tylko tę wartość, że
budzą samozadowolenie. A to potrzebne
każdemu, jak powietrze. Inaczej nikt by nie
tworzył czegokolwiek. i nie powstawałyby
przy okazji takich prób rzeczy wielkie.
To także próba odtworzenia zalegających,
nie wyrażonych nikomu niepokojów.
Zanieczyszczono nimi internet, by autor
mógł sobie odtworzyć od czasu do czasu
zanikające cienie swoich smutków
Wspomnienie
Dni kilka błyszczało grzechem
Spadły jak ciepłe deszcze
Do dzisiaj wracają
echem
Do dzisiaj wracają
jeszcze
Uśmiechem skostniałym w głębi
Ciepłem osiadłym na dłoni
Śladem na ustach
Niedokończonym
Spełnieniem
Taka dziś pustka
NIKT
NIE WYSŁUCHA
Nie licz na ludzi nikogo
Nie mają klucza ani
potrzeby
Nie otworzą sejfu
A tam popielnik
Nieudanych przeżyć
Zatajonych słów
Poległych nadziei
Spodziewanych łask
A tam popielnik
Żużel wypalonych spraw
Łza nie otworzy słowa za słabe
Zostaw sejf w spokoju
Niech sobie trwa
Taki twój i jego los
SEN ZDRADLIWY
A ja czekałem aż napłynie z dali
Głos co wyobraźnie ogniem mi rozpali
A ja czekałem aż mi błyskawica
Rozświetli martwe moje
blade lica
A ja czekałem aż mi wiatr przywieje
Do moich progów
stracone nadzieje
Ja już nie czekam na światła promienie
Które mi moje czekanie
odmieni
Głos błyskawice i wiatr to wymysły
Pewnego razu taki sen się przyśnił
Patrząc na
fotografię panny
Nie męcz wyobraźni obrazkiem podlotka
Utkwi gwoździem jak w
desce
W żadnym mieście na świecie nie spotkasz
Nie znane jej miejsce
A ja cię noszę codziennym błyskiem
A ty odmieniasz szarości
Czasem jesteś wszystkim
Gdy nagle zagościsz
W wyobraźni jeszcze nie
martwej
Tam tkliwe wyznania
Tam harce
Rogacza i łani
Siła uroku moc siły kwiatu
Magnesu pełnia niewoli
Do tchu utraty
Co słodzi to życie soli
Dodaje smaku samotni
Jest iskrą co gasi
rozpacze
Temu co serca głodny
Tylko tak można nie
inaczej
Przepowiednia
Wierze katedr strzelistych
Wspaniałe dla bomb cele
Zburzyć by je wszystkie
Jest ich za wiele
Organom wyrwać piszczały
Jak dentysta wyrwa zęby
Nie będą grały
Ich dźwięk nam jest zbędny
Ołtarze dla chwały Bożej
Na części pierwsze rozłożyć
Malowidła z sufitów zeskrobać
Rozkruszyć przetopić posągi
Niepotrzebna nam ozdoba
Co człowieczeństwu urąga
Foliały bibliotek śmiecie
Filozofów dyrdymały
Dla swojej chwały
Wymiecie
Pożoga i zamęt
Amen!
Zostanie po nas złom żelazny
I głuchy, drwiący głos pokoleń.
Tadeusz Borowski
Pochwała
skrzypiec
Dla twojej chwały piszę te zwrotki
Z drewnianych deszczułek
pudełko
Wynalazco nieznany
Góralskich gęśli
O dźwięku słodkim
Chwała ci wielka
Od nich najwięksi
W prostej mowie
Niewyszukanej
Przemawia człowiek
A tu powstała mowa
malowana
Dźwiękiem nie z palet pędzlem
Zrodziła Antonia
Ludwika Jana
Nie słuchać tej mowy grzechem
Gdy mistrz ją z pudełka dobędzie
A więc partita obertas
czakona
Stradivara diabelskie trele
Piekłem skażone
Ale aniele
Dla twojej piszę chały
Wytworne pudełko z duszą
Ten pean niedoskonały
Niech tony mój
smutki kruszą
Pozostała poświata
Piszę
więc jestem
Jest
chociaż ręka
Ta jest
na pewno
Obie mi
nie potrzebne
Chyba
By muchę
przegnać
Ta druga
się przyda
Jest
papier jeszcze
Biały jak
papier
I
nieuchwytna
Ktoś płakał w mieście
I mnie
łza kapie
Ta druga
się przyda
Do chusty
do oczu
Historia
wybitna
Jednej
bajka nocy
Za mną
kroczy
Rozkwita
Gdy
papier z dłonią
Współbracia
Słowami
uronią
Coś co
powraca
Piszę
więc byłem więc piszę
Aż czworo
ramion
Jedno
wystarczy dzisiaj
Za dużo
dla mnie
Wystarczy
poświata
B l u ź n i e r s t w o
Co masz
na swoje usprawiedliwienie
Nie
zjadasz zielonej trawy
Jakim
słuchasz prawem
Luisa i
Eli
Nie
pijesz morskiej wody
Ni owad
ni ryba
Nie mają
z ciebie pożytku
Wypróżniasz
się na piękną ziemię
Jakim prawem
Przydałeś
sobie odwagi
Kłamiąc o
ziemi poddanej
Stwórca nie dał ci prawa
To
nieprawda
Wykradłeś Stwórcy ogień
Na swoją
zatratę
Wystarczyła
by woda stawu
I trawa
Za mało
ci piwa
Za mało
Kobiet
widoków gwiazd
Za mało
na dnie oka
Obrazów
dalekich galaktyk
A na
języku za mało
Smaków
Kawioru kiełbasy
Za mało
Nawet nie
dzielisz po równi
Wynaturzono
istoto
Błędzie
Pana Boga
Teraz
żałuje
Ukarał
się sam
Wstydu
nie masz
Obnosząc
się jego męką
Bluźnierco
zatracony
Poeta z
twojego rodu
Też
bluźnierca
I wiersz
bluźnierczy
Taka jest
prawda
Co to
jest prawda
Zapytał Piłat
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz