Kilka kolejnych zwierzeń rymopisa
napisanych
dla utrwalenia wspomnień
i refleksji
gnębiących autora, napisanych
dla nikogo.
Apeluję, by ich nie czytać,
bo napisano
je i wpisano z niskiej próżności.
A p
e l
Czytajcie
wiersze czytajcie
Poetów
i grafomanów
Każdy we
wierszu coś znajdzie
Mądrości
kilka gramów
Czytajcie
wiersze prościutkie
Jakie
Broniewski pisał
Niektóre
pełne smutku
Wzruszają
do dzisiaj
Przed
snem czytajcie wiersze
Trochę
niby modlitwę
Czytajcie
dawne dzisiejsze
Liche i
wybitne
Niechaj w
niebiosach się cieszą
Rej
ksiądz Baka Jesienin
Najbardziej
ten grzeszy
Co poety
nie ceni
Wiersz
można o wszystkim
Nawet
byle jak sklecić
Kto trochę jest bystry
Tak się
rodzą poeci
Był
Ildefons i jakiś Tuwim
Herbert i
nasi nobliści
Każdy
wiersze gubił
Wybitni wszyscy
A moje
rymy do kitu
Nie
czytają nawet najbliżsi
Nie ma na
nie zbytu
Na moje
zgubione myśli
N i e c h c i a ł e m
Niewiele od niej chciałem
Od bladej Ofelii
Uśmiechu
Żeby się spełnił
Choćby nietrwały
Martwe źrenic lufciki
Do dziś pamiętam
Ofelio moja święta
Wszystkim
byłaś ja nikim
Nie wybaczę ci tej krzywdy
Przy fiołkach wiosną
Nie wybaczę nigdy
Com od ciebie doznał
Świecisz
w lustrze pamięci
Tkwisz
cierniem
W
życiowym zamęcie
Pamięcią
jestem ci wierny
Taka
spuścizna
Niewiele
okruszek
Blizna
Na duszy
W s p ó l c z u c i e
Nie
spełniły się marzenia
Nauczycielu
trzech lat
Kto dziś
docenia
Że
człowiek to brat
O władzę
poszło
Katom i
sędziom
Że im
ubędzie
Drażniła
inność
Rewolty zarzewie
Winny
winny
Powiesić
na drzewie
Co wyszło z marzeń
Darowałeś
władzę
I ołtarze
Nowym
sędziom nie braciom
Najpierw
cześć oddadzą
Przepychem
zaćmią
Nie cisi
Pokornego
serca
Tacy sami
dzisiaj
Wiercy innowiercy
Testament
czeka
By
wypełnić woła
Przemienić
człowieka
W anioła
Requiem dla
osiąt
Chodziła
chodziła osa
Na
skrzydłach przez świat
Bez butów
bosa
Kusił ją
kwiat
Róży
fiołka i lilii
Nektarem smakiem
Bo dzieci
kwilą
W kokonie
pod dachem
Unosiły ją wiatry
Moczyły z
nieba krople
Ona jest
przecież matką
Nic że
skrzydełka mokre
Napastnik
czyha z za węgła
Utoczy
kwietnego smaku
Najgłębiej
sięga
Pokarm
dla dzieciaków
Nie ustrzegła się wroga
Uderzył znienacka
Tuż u
progu
Przed
chatką
Płaczą
osiątka płaczą
Mamy nie
zobaczą
Smutek i
śmiercią zionie
W
osinowym kokonie
A mnie
jest smutno
Nie
pomogę maleństwom
Pocierpię
do jutra
Bo mi
jest ciężko
M o
j e ł
z y
Nad tobą
płakałem i płaczę do dzisiaj
Deptana
przez dziadów winy
Niejeden
dla ciebie zginał
Kulą
trafiony lub wisiał
Na
sznurze co hańbą się nie stał
Włóczony
po kontynentach
Za sprawę
co była święta
A
nadal jest nam bolesna
Ugorem
być miała pustynią
Wydobyli
ją z dna
Swoja i
obca brać
Swój i
obcy ginął
Z naszego obcego rodu
Z zachodu
i słońca wschodu
Należna
im pamięć modlitwa
I kwiat co na grobie zakwita
I kwiat co na grobie zakwita
Więc była
jaka była
I jaka
jest niechaj będzie
Czyny
zapiszmy w księdze
Taką
historia powiła
A b s t r
a k c j a
Co chce
niechaj mówi
Meloman
mistrzów miłośnik
Może
Mozarta lubi
Bacha
pochwały głosi
Przy
fudze gasi smutki
Przy
goleniu nuci
Nie ma
lepszej odtrutki
Gdy życie
zasmuci
Lecz
gitara gitara ma duszę
Z
asturskich deszczy
Do
słuchania kusi
Tony jej
w sobie mieszczę
Akordy
hiszpańskie pienia
Czas co
nadchodzi wydłużą
Nim oczy
w ciemności przymrużę
Na
spotkanie swojego cienia
W struny
wyniośle potrącaj
Moja
gitarzystko
Niewiele
pragnę to wszystko
By
słuchać gitary do końca
Gdy zaszeleści cisza
Niech
gasi jak świece w kościele
Niewidzialni
gaszą anieli
Światło
co już nie kołysze
Moja najdroższa
Nie taka
być miałaś
Nie
najlepsza ty moja
Pokrywać
cię miała chwała
Miałaś
być pełna znoju
Zmagań
ale bez klęski
Umieć z
wiatrami płynąć
Do
wielkości tęsknić
Wielkich
pełna i małych czynów
Było
niewielu herosów
Niby rodzynki w cieście
Stąd tyle
ciosów
Historia
nie pieści
Byłaś jak
żubr zbłądzony
Na
trzęsawisku
Z koroną
raz bez korony
Wielkości
bliska
Synom co
wykarmiłaś
Przydając
im mitry z pozłotą
Obcość im
była miła
Obce
ciekawsze wrota
Niepomni
zwycięskich dziadów
Diabeł
pomieszał im kroki
Zaprzepaścili
spadek
Choć go
uchować mogli
Choć
byłaś wielka w bojach
Rozumnych
i nierozumnych
Los twój
się ważył w pokojach
Gdzie
kłuto gwoździe do trumny
Pięłaś
się po drabinie
Aż
szczebel co zbutwiał złamałaś
Szukałaś
zła w cudzej winie
A ta była
w tobie cała
Cisi i
pokornego serca
Choć tacy
nie są
Udział swój maja w poniewierce
Za
podszeptami biesa
Światłych
mężów w nich wielu
Było
jest i będzie
Oby cisi
być chcieli
I głosić boże orędzie
Mało w
nas ruszających ziemię
Mało
Bachów Stenhali
Choć my
nie bici w ciemię
Przy
innych trochę my mali
Rad bym
przydać ci chwały
Moja
nieszczęsna miłości
Ja nie
mój umysł za mały
Ktoś
przyszły się o to zatroszczy
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz