Refleksje II

Refleksje III



Kilka kolejnych zwierzeń rymopisa
 napisanych dla utrwalenia wspomnień
 i refleksji gnębiących autora, napisanych
 dla nikogo. Apeluję, by ich nie czytać,
 bo napisano je i wpisano z niskiej próżności.


           A   p   e    l


Czytajcie wiersze czytajcie
Poetów i  grafomanów
Każdy we wierszu coś znajdzie
Mądrości kilka gramów

Czytajcie wiersze prościutkie
Jakie Broniewski pisał
Niektóre pełne smutku
Wzruszają do dzisiaj

Przed snem czytajcie wiersze
Trochę niby modlitwę
Czytajcie dawne dzisiejsze
Liche i wybitne

Niechaj w niebiosach się cieszą
Rej ksiądz Baka Jesienin
Najbardziej ten grzeszy
Co poety nie ceni

Wiersz można o wszystkim
Nawet byle jak sklecić
Kto trochę jest bystry
Tak się rodzą poeci

Był Ildefons i jakiś  Tuwim
Herbert i nasi nobliści
Każdy wiersze gubił
Wybitni  wszyscy

A moje rymy do kitu
Nie czytają nawet najbliżsi
Nie ma na nie zbytu
Na moje zgubione myśli

 N i c h c i a ł e m

Niewiele od  niej chciałem
Od bladej Ofelii
Uśmiechu
Żeby się spełnił
Choćby  nietrwały
Martwe źrenic  lufciki
Do  dziś pamiętam
Ofelio moja święta
Wszystkim  byłaś  ja nikim
Nie wybaczę ci tej krzywdy
Przy fiołkach wiosną
Nie wybaczę nigdy
Com od ciebie doznał
Świecisz w lustrze pamięci
Tkwisz cierniem
W życiowym zamęcie
Pamięcią jestem  ci wierny
Taka spuścizna
Niewiele okruszek
Blizna
Na duszy

   W s p ó l c z u c i e

Nie spełniły się marzenia
Nauczycielu trzech lat
Kto dziś docenia
Że człowiek  to  brat
O władzę poszło
Katom i sędziom
Że im ubędzie
Drażniła inność
Rewolty  zarzewie
Winny winny
Powiesić na drzewie
 Co wyszło z marzeń
Darowałeś władzę
I ołtarze
Nowym sędziom  nie braciom
Najpierw cześć oddadzą
Przepychem zaćmią
Nie cisi
Pokornego serca
Tacy sami dzisiaj
Wiercy  innowiercy

Testament czeka
By wypełnić woła
Przemienić człowieka
W anioła

 Requiem dla osiąt

Chodziła chodziła osa
Na skrzydłach przez świat
Bez butów bosa
Kusił ją kwiat
Róży fiołka i lilii
Nektarem  smakiem
Bo dzieci kwilą
W kokonie pod dachem

Unosiły  ją wiatry
Moczyły z nieba krople
Ona jest przecież matką
Nic że skrzydełka mokre
Napastnik czyha z za węgła
Utoczy kwietnego smaku
Najgłębiej sięga
Pokarm dla dzieciaków

 Nie ustrzegła się wroga
Uderzył znienacka
Tuż u progu
Przed chatką

Płaczą osiątka płaczą
Mamy nie zobaczą
Smutek i śmiercią zionie
W osinowym kokonie
A mnie jest smutno
Nie pomogę maleństwom
Pocierpię do jutra
Bo mi jest ciężko

          M  o  j  e    ł  z  y

Nad tobą płakałem i płaczę do dzisiaj 
Deptana przez dziadów winy
Niejeden dla ciebie zginał
Kulą trafiony lub wisiał
Na sznurze co hańbą się nie stał 
Włóczony po kontynentach
Za sprawę co była święta
A nadal  jest nam bolesna
Ugorem być miała pustynią
Wydobyli ją z dna
Swoja i obca brać
Swój i obcy ginął
Z naszego  obcego rodu
Z zachodu i  słońca wschodu
 Należna im pamięć modlitwa
I kwiat co na grobie zakwita
Więc była jaka była
I jaka jest niechaj będzie
Czyny zapiszmy w księdze
Taką historia powiła

   A b s t r a k c j a

Co chce niechaj mówi
Meloman mistrzów miłośnik
Może Mozarta lubi
Bacha pochwały głosi
Przy fudze gasi smutki
Przy goleniu nuci
Nie ma lepszej odtrutki
Gdy życie zasmuci

Lecz gitara gitara ma duszę
Z asturskich deszczy
Do słuchania kusi
Tony jej w sobie mieszczę
Akordy hiszpańskie pienia
Czas co nadchodzi wydłużą
Nim oczy w ciemności przymrużę
Na spotkanie  swojego cienia

W struny wyniośle potrącaj
Moja gitarzystko
Niewiele pragnę to wszystko
By słuchać gitary do końca
Gdy  zaszeleści cisza
Niech gasi jak świece w kościele
Niewidzialni gaszą anieli
Światło co już nie kołysze

  Moja najdroższa

 Nie taka być miałaś
Nie najlepsza ty moja
Pokrywać cię miała chwała
Miałaś być pełna znoju
Zmagań ale bez klęski
Umieć z wiatrami płynąć
Do wielkości tęsknić
Wielkich pełna i małych czynów

Było niewielu herosów
Niby  rodzynki w cieście
Stąd tyle ciosów
Historia nie pieści
Byłaś jak żubr zbłądzony
Na trzęsawisku
Z koroną raz bez korony
Wielkości bliska

Synom co wykarmiłaś
Przydając im mitry z pozłotą
Obcość  im  była miła
Obce ciekawsze wrota
Niepomni zwycięskich dziadów
Diabeł pomieszał im kroki
Zaprzepaścili spadek
Choć go uchować mogli

Choć byłaś wielka w bojach
Rozumnych i nierozumnych
Los twój się ważył w pokojach
Gdzie kłuto gwoździe do trumny
Pięłaś się po drabinie
Aż szczebel co zbutwiał złamałaś
Szukałaś zła w cudzej winie
A ta była w tobie cała

Cisi i pokornego serca
Choć tacy nie są
Udział swój  maja w poniewierce
Za podszeptami biesa
Światłych mężów w nich wielu
Było jest  i będzie
Oby cisi być chcieli
I głosić  boże orędzie

Mało w nas ruszających ziemię
Mało Bachów Stenhali
Choć my nie bici w ciemię
Przy innych trochę my mali
Rad bym przydać ci chwały
Moja nieszczęsna  miłości
Ja nie mój umysł za mały
Ktoś przyszły  się o to zatroszczy
































Brak komentarzy:

Prześlij komentarz