Refleksje II

Refleksje IX


 Ból nieustający
Są różne ciernie, niektóre bolą całe życie, zabiera je się ze sobą w niebyt. Nie należy ich ujawniać, jeśli mają bolec innych. A może inni są nieświadomi tych cierni, które wbili?, a inni świadomi, a chcą je ukryć? Może należy je pokazać, niech wiedzą, że ofiara jest ich świadoma i pokornie znosi poniżenie!!! (ku ich satysfakcji?) Rany po cierniu nie da się zabliźnić, można ulżyć, zwierzając się do nikąd.
Autor nie jest pierwszy, ktoś przypadkowy odkryje w tych zwierzeniach swój własny los?

 U l i c a    k r ó l a   j e g o m o s c i

U jednego była ulica Sarg
Była gdzieś taka ulica
A u mnie wiele jest skarg
Na tę jedną co  nie zachwyca
Są ulice ptasie o nazwie zwierza
Wiatr w nich tańcuje z liśćmi
 A moja ? Króla Kazimierza
W dodatki Jana nieraz się przyśni

A przy ulicach sklepik i z odzieżą
Kochankowie chadzają pod rękę
Płaszczyk kapelusz przymierzą
Na takiej ulicy nie jest pięknie
Tam bramy i mroczne sienie
Gdzie bruki  z wiekowym szlifem
Wonieją moczem i straszą cieniem
Opinie o nich liche

Biura na piętrach kamienic
Ulicy Kazimierza Jana
A tam urzędnicy przyziemni
Sprzedają mieszkania
Komu mieszkanie komu
Kupisz bez blagi
Jawnie lub po kryjomu
Bez przesady

Leżą podania z podpisem
A wiatry  wieje przez okna
Nie kupisz dzisiaj
Podania od deszczu zmokną
Urzędnik co się zbiesił
Razem z przyjaciółką
Na śmietnik wyniesie
Lub złoży na półkach

Była ulica Sarg
Poeta o niej pisał
Moja ulica garb
Pamiętam ją do dzisiaj
Ulica biur masarni
Do biur bieży Nemezis
A tam  bożki  mocarne
Klątwa stąd wybieży

Po tej ulicy nie chodzę więcej
O ulico przeklęta
Zgotowałaś mi nędze
Milczące pęta

Stamtąd  uszła Eurydyka
Eurydyka święta
Nie tańcząca a zwykła
Z  innym orfeuszem
W oczy zajrzała klęska
Pustka  mieszka w duszy
Moja  ulico Sarg
Moja nie Ildefonsa
Ulico biur i butików
U kogo pozbyć  się skarg
Do kogo krzyknąć
Kogo pok
ąsać

Wiezie wiezie orfeusz
Fałszywy bohater
Nie swoja Eurydykę
Po wodzie na spacer
 Eurydyko wyśniona
Boski  instrumencie
Obcy orfeusz  pokonał
Zapisane w księdze

D w a   s ł o w a

Dwa słowa co roku
Nie te właściwe
Prawdziwe leżą w mroku
Prawdziwe w celi
Skrywają krzywdę

Dwa słowa w roku
Reszta pod strażą
Co stoi z boku
Milczy Eurydyka
Orfeusz niemy
I tak się zdarza
Orfeusz wzdycha
Zepchnięty ku ziemi

Miał słuchać tonów
Instrument miał śpiewać
Z dalekiej Azji
W Polsce zgubiony
Takiej okazji
Nie było nie ma
O Eurydyko  jedyny bożku 
orfeusz fałszu orfeusz okropny
Się zatroszczył
By dźwięku dotknąć

Płynęły tony płynęło granie
Zalotnik słuchał  podstępny
Bez  własnej Eurydyki 
Nie było ono dla ciebie panie
Twoja w dal umyka
Eurydyka  klęski
orfeusz przybrany
Sieć  rozsnuwa
Zakłada kajdany

Dwaj Orfeusze
Jedna Eurydyka
Nikogo nie wzrusza
Jednego stypa

P r a w d a   u k r y t a


Nie wyznam  
Prawdy nie powiem
Co losu jego sprawcą
Jaki jest ten człowiek
Życiodawca
Wybrany bez wyboru
Z męskiej rozpaczy
Dawno przedwczoraj
Przyłapany raczej
Na wielkie udawania
Ziarnko kury ślepej
Tamtych śladów pamięć
Niechaj  umrze lepiej
Aleć słowo rzeczono
Uciec jeno można
Musi być spełnione
Decyzja za późna
Tak trwa w zwarciu trwanie
Żółć  igra z szalejem
Przebacz nam to Panie
Smutne takie dzieje

Nie wyznam
Prawdy nie powiem
Przyczyn nie zdradzę
Albowiem
Mam władzę
Mam wiedzę i żal
I wolę od żółci uchronić
Może samotność  i dal
Co ma to obroni
I tak rozchodzą się drogi
Coraz brakuje słowa
Obce staje się progi
Nie swój przejmuje połowę
Nie swój przejmuje resztę
Rodzą się myśli grzeszne
Słowa zostały dwa
Od  przypadku  od święta
W kartach mówi się  pas
W  życiu to moja jest klęska

K i l k u a k t ó w a    s z t u k a

Szczyptę dodać do słowa szaleju
Niech posłaniec poniesie skargę
Pożądanym powieje
Trójkątnym zatargiem
Ciemnym  będzie kapturem
Na dalsze dzieje
Zachęci do szturmu
Osadem w naczyniu trój dennym
Się stanie kamyk  podrzutek
Trojgu co cenni
Ma być zatrute
Trwanie trójstronne
Dozgonnie
To nie był  akt pierwszy
Zwycięstwa nad trzema
A grzech najcięższy
Nad krwią i kromką chleba
Związanych

Pająk własność nie swoją omotał
Słowa w kokonie  ugrzęzły
Nie motyl a owad podstępny
Z ofiarą do obcych dotarł
Pająk zwyciężył

Dawca klęski
Przędzie sieci na wodzie
Mami pręży muskuły
Czaruje wiosłem i łodzią
Prawie kochanek czuły
Woda odgrodzi
Przetnie wiązania słabnące
Będzie to końca
Początek
Jeszcze  skarga że słońce
Mogło zgasnąć z win krwi
Nosiciela własnej
I  oto zwycięstwo
Drzwi  się zatrzasną
Nadeszła  upragniona  klęską


Megara  orzekła
Akt trzeci epilog
Niegodna bogini greckiej
Dantego godna piekła
Błogosławiona chwilo
Chwilo tej zbrodni
Gdy poczuł się nie dzieckiem
A ojcem zalotnik
Cykuta kroplami  wsiąka
Nie trzeba  aż grobu
By przyszła rozłąka
Jeno śpiewać treny
Na ostatku
Przeklinać hienę
Co darowała w spadku

Słowa tajemne
Dla nikogo
Polecą w kosmos
Poza ziemie
Nie wzruszą bogów
Słowa nieproste
Nie wzruszą tego co maja
Brak  im enigmy
Zabrana w niebieskie kraje
Nie  wzruszą nigdy












Brak komentarzy:

Prześlij komentarz