Ból nieustający
Są różne ciernie, niektóre bolą całe życie, zabiera je się ze sobą w niebyt. Nie należy ich ujawniać, jeśli mają bolec innych. A może inni są nieświadomi tych cierni, które wbili?, a inni świadomi, a chcą je ukryć? Może należy je pokazać, niech wiedzą, że ofiara jest ich świadoma i pokornie znosi poniżenie!!! (ku ich satysfakcji?) Rany po cierniu nie da się zabliźnić, można ulżyć, zwierzając się do nikąd.
Autor nie jest pierwszy, ktoś przypadkowy odkryje w tych zwierzeniach swój własny los?
U l i c a k r ó l a j e g o m o s c i
U jednego była ulica
Sarg
Była gdzieś taka ulica
A u mnie wiele jest skarg
Na tę jedną co nie
zachwyca
Są ulice ptasie o
nazwie zwierza
Wiatr w nich tańcuje z
liśćmi
A moja ? Króla Kazimierza
W dodatki Jana nieraz się przyśni
A przy ulicach sklepik i z odzieżą
Kochankowie chadzają
pod rękę
Płaszczyk kapelusz
przymierzą
Na takiej ulicy nie jest
pięknie
Tam bramy i mroczne sienie
Gdzie bruki
z wiekowym szlifem
Wonieją moczem i straszą
cieniem
Opinie o nich liche
Biura na piętrach
kamienic
Ulicy Kazimierza Jana
A tam urzędnicy
przyziemni
Sprzedają mieszkania
Komu mieszkanie komu
Kupisz bez blagi
Jawnie lub po kryjomu
Bez przesady
Leżą podania z podpisem
A wiatry wieje przez okna
Nie kupisz dzisiaj
Podania od deszczu zmokną
Urzędnik co się zbiesił
Razem z przyjaciółką
Na śmietnik wyniesie
Lub złoży na półkach
Była ulica Sarg
Poeta o niej pisał
Moja ulica garb
Pamiętam ją do dzisiaj
Ulica biur masarni
Do biur bieży Nemezis
A tam bożki mocarne
Klątwa stąd wybieży
Po tej ulicy nie chodzę
więcej
O ulico przeklęta
Zgotowałaś mi nędze
Milczące pęta
Stamtąd uszła Eurydyka
Eurydyka święta
Nie tańcząca a zwykła
Z innym orfeuszem
W oczy zajrzała klęska
Pustka mieszka w duszy
Moja ulico Sarg
Moja nie Ildefonsa
Ulico biur i butików
U kogo pozbyć się skarg
Do kogo krzyknąć
Kogo pokąsać
Kogo pokąsać
Wiezie wiezie orfeusz
Fałszywy bohater
Nie swoja Eurydykę
Po wodzie na spacer
Eurydyko wyśniona
Boski instrumencie
Obcy orfeusz pokonał
Zapisane w księdze
D w a s ł o
w a
Dwa słowa
co roku
Nie te
właściwe
Prawdziwe
leżą w mroku
Prawdziwe
w celi
Skrywają
krzywdę
Dwa słowa
w roku
Reszta
pod strażą
Co stoi z
boku
Milczy
Eurydyka
Orfeusz
niemy
I tak się
zdarza
Orfeusz
wzdycha
Zepchnięty
ku ziemi
Miał
słuchać tonów
Instrument
miał śpiewać
Z
dalekiej Azji
W Polsce
zgubiony
Takiej
okazji
Nie było
nie ma
O
Eurydyko jedyny bożku
orfeusz
fałszu orfeusz okropny
Się
zatroszczył
By
dźwięku dotknąć
Płynęły
tony płynęło granie
Zalotnik
słuchał podstępny
Bez własnej Eurydyki
Nie było
ono dla ciebie panie
Twoja w
dal umyka
Eurydyka klęski
orfeusz
przybrany
Sieć rozsnuwa
Zakłada
kajdany
Dwaj
Orfeusze
Jedna
Eurydyka
Nikogo
nie wzrusza
Jednego
stypa
P r a w d
a u k r y t a
Nie
wyznam
Prawdy
nie powiem
Co losu
jego sprawcą
Jaki jest
ten człowiek
Życiodawca
Wybrany
bez wyboru
Z męskiej rozpaczy
Z męskiej rozpaczy
Dawno
przedwczoraj
Przyłapany
raczej
Na
wielkie udawania
Ziarnko
kury ślepej
Tamtych
śladów pamięć
Niechaj umrze lepiej
Aleć
słowo rzeczono
Uciec
jeno można
Musi być
spełnione
Decyzja
za późna
Tak trwa
w zwarciu trwanie
Żółć igra z szalejem
Przebacz
nam to Panie
Smutne
takie dzieje
Nie
wyznam
Prawdy
nie powiem
Przyczyn
nie zdradzę
Albowiem
Mam
władzę
Mam
wiedzę i żal
I wolę od
żółci uchronić
Może
samotność i dal
Co ma to
obroni
I tak
rozchodzą się drogi
Coraz
brakuje słowa
Obce
staje się progi
Nie swój
przejmuje połowę
Nie swój
przejmuje resztę
Rodzą się
myśli grzeszne
Słowa
zostały dwa
Od przypadku
od święta
W kartach
mówi się pas
W życiu to moja jest klęska
K i l k u a k t ó w a s z t u k a
Szczyptę
dodać do słowa szaleju
Niech
posłaniec poniesie skargę
Pożądanym
powieje
Trójkątnym
zatargiem
Ciemnym będzie kapturem
Na dalsze
dzieje
Zachęci
do szturmu
Osadem w
naczyniu trój dennym
Się
stanie kamyk podrzutek
Trojgu co
cenni
Ma być
zatrute
Trwanie
trójstronne
Dozgonnie
To nie
był akt pierwszy
Zwycięstwa
nad trzema
A grzech
najcięższy
Nad krwią
i kromką chleba
Związanych
Pająk
własność nie swoją omotał
Słowa w
kokonie ugrzęzły
Nie motyl
a owad podstępny
Z ofiarą
do obcych dotarł
Pająk
zwyciężył
Dawca
klęski
Przędzie
sieci na wodzie
Mami
pręży muskuły
Czaruje
wiosłem i łodzią
Prawie
kochanek czuły
Woda
odgrodzi
Przetnie
wiązania słabnące
Będzie to
końca
Początek
Jeszcze skarga że słońce
Mogło
zgasnąć z win krwi
Nosiciela
własnej
I oto zwycięstwo
Drzwi się zatrzasną
Nadeszła upragniona
klęską
Megara orzekła
Akt
trzeci epilog
Niegodna
bogini greckiej
Dantego
godna piekła
Błogosławiona
chwilo
Chwilo
tej zbrodni
Gdy
poczuł się nie dzieckiem
A ojcem
zalotnik
Cykuta kroplami wsiąka
Cykuta kroplami wsiąka
Nie
trzeba aż grobu
By
przyszła rozłąka
Jeno śpiewać treny
Jeno śpiewać treny
Na
ostatku
Przeklinać
hienę
Co
darowała w spadku
Słowa
tajemne
Dla
nikogo
Polecą w
kosmos
Poza
ziemie
Nie
wzruszą bogów
Słowa
nieproste
Nie
wzruszą tego co maja
Brak im enigmy
Zabrana w
niebieskie kraje
Nie wzruszą nigdy
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz