Gorzkie żale
Kilka niezbyt udanych refleksji historycznych, napisanych przez miłośnika historii, z żalu po tragicznych epizodach i ich bohaterach.
W Polskiej historii jest wiele do opłakiwania, żale tu umieszczone, to niewprawny opis cząstki naszych nieszczęść, zawinionych w większości przez nas samych. Poza nielicznymi, nie zdołaliśmy dać światu wielkich mężów, którzy by wzbogacili kulturę światową. Za to mamy w dorobku małe i wielkie potknięcia i ludzi niechlubnych, jak i tragicznych bohaterów. Niechby pamięć o tych ostatnich i wielu innych nie uległa zatarciu.
Na śmierć haniebną króla
Niech opłakują potomni
Twej hańby niepomni
Niech opłakują
A był nadzieją
Dla ludzkich dziejów
Dla bratnich ludów
Dla nich
się trudził
Zwycięzca w polu
Zwycięzca w pokoju
Z miasta Segedyno
Nadzieja wypłynie
Tam zdradny kardynał
Do zdrady naginał
O król
u nasz
zacny
Wpadłeś w
mroczne macki
Nie dali ci wsparcia
Świętości
nie warci
Zdradzeni
Osmańce
Byli górą w walce
Niech opłakują potomni
Twej hańby nie pomni
Niech opłakują
Głowę oddzielili
W miodzie ją ukryli
Dla chwały Turczyna
Z papieża przyczyny
Znaleźć się nie dało
Królewskiego ciała
Więc głosili pewni
Ukrył król się pewnie
A płód jego łona
Wielką rzecz dokonał
Panują poglądy
Odkrył nowe lądy
Niech opłakują potomni
Twej hańby nie pomni
Niech opłakują
Królu nasz niedoszły
Wnieśmy mogły wzniosłe
Śpiewajmy mu glorie
Za smętną historię
Mogłeś nam być wielki
Lud by chwalił wszelki
Ty uległeś zdradzie
Co cieniem się kładzie
Królu bohaterze
Żałujem cię szczerze
Niech opłakują potomni
Twej hańby nie pomni
Ni danego słowa
Ni danego słowa
Ni że w dzbanie głowa
A gdzie krew zaschnięta
Ziemia
niech jest święta
Na śmierć męża mężnego
Dumam nad
grobem którego' ć nie dano
Zasnuwa
moje myśli smutek
Twa
postać kładzie się raną
Na
bezprawną skazali pokutę
Boś
ojcowizny zapragnął wielkości
Wspierałeś
mieczem przyjazne ci trony
Dla
swoich wielkość twoja była ością
Nie mogli
znosić twej złotej korony
Smętny
jestem nad grobem dumam
Nieznanym
grobem w Karyntii dalekiej
Nie znana
twoja trumna
Na
odnalezienie czeka
Twój
splendor przyćmił dumę biskupa
A byłeś
dobroczyńcą wiary
U króla
win się doszuka
Wiarołomną
padniesz ofiarą
Kara według prawa za zdradę
Aleć wielu było w zmowie
Jak było
nikt nie odgadnie
Za swoje
racje giną królowie
Wygnano
bohatera
Sprawca
wyniesion wysoko
Królewska
wielkość i grzech uwiera
Prawda
ginie w mroku
Żałość
żałość niech w nas nie ginie
Za błąd
historii daleki
Tysiąc
lat upłynie
Niech się
król glorii doczeka
Śmierć
w Cytadeli
Święty śpiewał święty
Boże lud
Warszawy
Zgotował
ci los pokrętny
Żywot
zasług i sławy
W służbie
ciemiężcy ojczyzn wielu
By w
służbie własnej
Z braćmi
walkę i krew podzielić
Nie dane
ci było zasnąć
U
gromnicy w białym łożu
Święte
śpiewy tysięcy
U
podnóża pieśni bożej
Nie
skruszyły serca ciemiężcy
Ducha w
spadku heroizmu dałeś
Szubienicy
mężny mężu
Pamięć po
cię pozostała
Przemoc
łamiąca by zwyciężać
Płakało
po tobie wielu
Wspierałeś
dzielnych pamięcią
Płakały
cegły cytadeli
I matki
co synów poświęcić
Odwagę
miały w czas grozy
Pamięcią
po tobie znak na sztandarze
Poeta o
tobie pieśń ułoży
Nie daj
nam Boże powtarzać
Bohaterstwa
danin gorzkich
Po jego
podążać śladach
Panią o
to Świąt prośmy
By
przyjaciół mieć w sąsiadach
Zapomniany bohater
Dyplom z
Twoim podpisem
Na
ścianie wisi
Obrońco
miasta razem z trzystoma
Wróg
chłopców dzielnych nie pokonał
A wśród
obrońców ojców oddziały
Watahę
konną szablą wstrzymały
To
polskie były Termopile
Trzystu wałem stanęło sile
I ten co
dyplom na ścianie zwiesił
Potomnych
będzie po lata cieszył
Generał twórca armii nad rzeką
Był
wzorem wodza wzorem człowieka
Dowodzi
bitwą gdy się uchyla
Wódz
kiedy przyszła najcięższa chwila
Za wiedzę
czyny nie doznał chwały
Pamięć o
wodzu nie przetrwała
Od niezwycięscy dozna mściwości
Do grobu
posłać będzie najprościej
Za swe
zasługi w niełasce ginie
Zwycięstwa
złodziej z zawiści słynie
Pochowan w Orląt Nekropoli
Niepamięć
o nim niechaj nas boli
Pośrodku
orłów wodzowski orzeł
Pamięcią
świecić pozwól mu Boże
Podpis
obrońcy zdobi mi ścianę
Mięć tę pamiątkę jest mi dane
Opatrzność
go zabrała
Na barki
spada ciężar
Co nie
dźwignął obrońca guzika
Muskuły przed wrogiem napręża
I znika
Daleko
podpory skomlał
Nosiciel mądrości kielicha
O
doświadczeniu zapomniał
Bielmo
zasiała mu pycha
A
zagroziło tsunami
A szable
za późno kuto
Klęska
nam dzieje plami
Kolejna
Polski pokuta
Rozsiane
na wietrze popioły
Rozsiane
po świecie prochy
Pokonać
wroga nie zdołał
Ten co
najbardziej kochał
Na barki
spada ciężar
Podnosi
strąconą buławę
Wodza co
nie zwyciężał
Z przed
laty ma udział w sławie
Opatrzność
nam nieprzyjazna
Prawego
oszczędza wodza
Przyjaźni niesłownych zazna
Zwyciężonym
przewodzi
Ciężary
dźwiga raz drugi
Uciemiężonych
nadzieja
Ojczyźnie
niesie posługę
Nie
pierwszy w dziejach
Po tobie
wylewam żale
Opatrzność nie była łaskawa
Pisane ci
były fale
Zamiast
zwycięzcy sława
Przed
tobą pochylam czoło
Tobie
należne pieśni
Dzisiaj gdy małość wokoło
Wokoło
wzrastają biesi
Nie
klękną przy twoich kościach
Twoich
nakazów niepomni
Zazdrośni twojej wielkości
Sobie
chcą stawić pomnik
Na śmierć
poety
Miałeś
być Juliuszem
Skrzydłem
Pegaza naznaczon
Napisać
dziejowy poemat
Pełen
ojczystych wzruszeń
Los
postanowił inaczej
Wśród nas
że ciebie nie ma
Bólu
dodałeś do bólów
Krnąbrnego
miasta skazańcom
Wyrastający
królu
Na
szańcach
Śmierć
twoja strzał diamentem
Mogłeś
świecić słowem i pieśnią
Bój
znaczył twój niewiele
Posłany rozkazem grzesznym
Czasu
zarazy Kolumbie
W serca
nam trafił strzelec
W serca
ugodził tym strzałem
Nienapisane
wiersze są w trumnie
Nienapisane zostały w popiele
Bruki po nim płakały
Niewiele
przetrwało pamięci
Po tobie rycerzu pióra
Napis na
postumencie
Tablice
na murach
Geniusza
danina
Ze słów bukiety kwiatów
Dla nas
dla wielu dla świata
Słowa
Juliuszów nie giną
Twoje
przetrwają błyskiem
Perłami wszystkie
Wnośmy w
lamencie ramiona
Słowa
jego potomnym nieśmy
Wróg
miasto pokonał
Nie zabił
pieśni
Bohaterowi
leśnemu
Kohorty w
stalowych przyłbicach
Ogniem
pluły z nieba błękitu
W ogniu stanęła stolica
A wrzosy
już miały zakwitnąć
Za duży
ciężar dla małych wodzów
Nie
mądrych nie bohaterów
Uszli
pożodze
Stali się
zerem
Z wielu
ten jeden mały bohater
Trwa w
mundurze na szańcu
Nie
opuszcza leśnych kwater
Nie
pozwala założyć kagańca
Chwała
kawaleryjskiej odwadze
Żołnierskiej braci leśnej
W oczekiwaniu bojów bratnich
Żyjących zdradą dalekich
Potrzeba
ci pieśni
Wodzu
oddziałów ostatnich
Pamięć o
tobie niech żyje na wieki
I twoich
wojaków ludowych dzieci
O
Hubalczykach piszą poeci
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz