Refleksje II

Refleksje VIII


Gorzkie żale 
Kilka niezbyt udanych refleksji historycznych, napisanych przez miłośnika historii, z żalu po tragicznych epizodach i ich bohaterach.
W Polskiej historii jest wiele do opłakiwania, żale tu umieszczone, to niewprawny opis cząstki naszych nieszczęść, zawinionych w większości przez nas samych. Poza nielicznymi, nie zdołaliśmy dać światu wielkich mężów, którzy by wzbogacili kulturę światową. Za to mamy w dorobku małe i wielkie potknięcia i ludzi niechlubnych, jak i tragicznych bohaterów. Niechby pamięć o tych ostatnich i wielu innych nie uległa zatarciu.


Na śmierć haniebną króla

Niech  opłakują potomni
Twej hańby niepomni
Niech opłakują

A był nadzieją
Dla ludzkich dziejów
Dla bratnich ludów
Dla nich się trudził
Zwycięzca w polu
Zwycięzca w pokoju

Z miasta Segedyno
Nadzieja  wypłynie
Tam  zdradny  kardynał
Do zdrady naginał
O król u  nasz  zacny
Wpadłeś w mroczne macki

Nie dali ci wsparcia
Świętości nie warci
Zdradzeni Osmańce
Byli  górą w walce

Niech opłakują potomni
Twej hańby nie pomni
Niech opłakują

Głowę oddzielili
W miodzie ją ukryli
Dla chwały Turczyna
Z papieża przyczyny
Znaleźć się nie dało
Królewskiego ciała
Więc głosili pewni
Ukrył król się pewnie
A płód jego łona
Wielką rzecz dokonał
Panują poglądy
Odkrył nowe lądy

Niech opłakują potomni
Twej hańby nie pomni
Niech opłakują

Królu nasz niedoszły
Wnieśmy mogły wzniosłe
Śpiewajmy mu glorie
Za smętną historię
Mogłeś nam być wielki
Lud by chwalił wszelki
Ty uległeś zdradzie
Co cieniem się kładzie
Królu bohaterze
Żałujem cię szczerze

Niech opłakują potomni
Twej hańby nie pomni
Ni danego s
łowa
Ni  że w dzbanie głowa
A  gdzie krew zaschnięta
Ziemia niech jest święta

Na śmierć męża mężnego

Dumam nad grobem którego' ć nie dano
Zasnuwa moje myśli smutek
Twa postać kładzie się raną
Na bezprawną skazali pokutę
Boś ojcowizny  zapragnął wielkości
Wspierałeś mieczem przyjazne ci trony
Dla swoich wielkość twoja była ością
Nie mogli znosić twej  złotej  korony

Smętny jestem nad grobem dumam
Nieznanym grobem w Karyntii dalekiej
Nie znana twoja trumna
Na odnalezienie czeka

Twój splendor  przyćmił dumę biskupa
A byłeś dobroczyńcą wiary
U króla win się doszuka
Wiarołomną padniesz ofiarą
Kara  według prawa za zdradę
Aleć  wielu było w zmowie
Jak było nikt nie odgadnie
Za swoje racje giną królowie
Wygnano bohatera
Sprawca wyniesion wysoko
Królewska wielkość i grzech uwiera
Prawda ginie w mroku

Żałość żałość niech w nas nie ginie
Za błąd historii daleki
Tysiąc lat upłynie
Niech się król glorii  doczeka

Śmierć  w  Cytadeli

Święty  śpiewał święty
Boże lud Warszawy
Zgotował ci los pokrętny
Żywot zasług i sławy
W służbie ciemiężcy ojczyzn wielu
By w służbie własnej
Z braćmi walkę i krew podzielić

Nie dane ci było zasnąć
U gromnicy w białym łożu
Święte śpiewy tysięcy
U podnóża  pieśni bożej
Nie skruszyły  serca ciemiężcy

Ducha w spadku heroizmu dałeś
Szubienicy mężny mężu
Pamięć po cię pozostała
Przemoc łamiąca by zwyciężać
Płakało po tobie wielu
Wspierałeś dzielnych pamięcią
Płakały cegły cytadeli
I matki co synów poświęcić
Odwagę miały w czas grozy
Pamięcią po tobie znak na sztandarze
Poeta o tobie pieśń ułoży
Nie daj nam Boże powtarzać
Bohaterstwa danin gorzkich
Po jego podążać śladach
Panią o to Świąt prośmy
By przyjaciół mieć w sąsiadach

Zapomniany bohater

Dyplom z Twoim podpisem
Na ścianie wisi
Obrońco miasta razem z trzystoma
Wróg chłopców  dzielnych nie pokonał
A wśród obrońców ojców oddziały
Watahę konną szablą wstrzymały
To polskie były Termopile
Trzystu  wałem stanęło sile
I ten co dyplom na ścianie zwiesił
Potomnych będzie po lata cieszył
Generał  twórca armii nad rzeką
Był wzorem wodza wzorem człowieka
Dowodzi bitwą gdy się uchyla
Wódz kiedy przyszła najcięższa chwila
Za wiedzę czyny nie doznał chwały
Pamięć o wodzu nie  przetrwała
Od  niezwycięscy dozna mściwości
Do grobu posłać będzie najprościej
Za swe zasługi  w niełasce ginie
Zwycięstwa złodziej z zawiści słynie
Pochowan  w Orląt Nekropoli
Niepamięć o nim niechaj nas boli
Pośrodku orłów wodzowski  orzeł
Pamięcią świecić  pozwól mu Boże

Podpis obrońcy zdobi mi ścianę
Mięć  tę pamiątkę jest mi dane

Opatrzność  go zabrała

Na barki spada ciężar
Co nie dźwignął  obrońca guzika
Muskuły  przed wrogiem napręża
I znika
Daleko podpory skomlał
Nosiciel   mądrości kielicha
O doświadczeniu zapomniał
Bielmo zasiała mu pycha
A zagroziło tsunami
A szable za późno kuto
Klęska nam dzieje plami
Kolejna Polski pokuta
Rozsiane na wietrze popioły
Rozsiane po świecie prochy
Pokonać wroga nie zdołał
Ten co najbardziej kochał

Na barki spada ciężar
Podnosi strąconą  buławę
Wodza co nie zwyciężał
Z przed laty ma udział w sławie
Opatrzność nam nieprzyjazna
Prawego oszczędza  wodza
Przyjaźni  niesłownych zazna
Zwyciężonym przewodzi

Ciężary dźwiga raz drugi
Uciemiężonych nadzieja
Ojczyźnie niesie posługę
Nie pierwszy w dziejach
Po tobie wylewam żale
Opatrzność  nie była łaskawa
Pisane ci były fale
Zamiast zwycięzcy sława
Przed tobą pochylam czoło
Tobie należne pieśni
Dzisiaj  gdy małość wokoło
Wokoło wzrastają biesi
Nie klękną przy twoich kościach
Twoich nakazów niepomni
Zazdrośni  twojej wielkości
Sobie chcą stawić pomnik

Na śmierć  poety

Miałeś być Juliuszem
Skrzydłem Pegaza naznaczon
Napisać dziejowy poemat
Pełen ojczystych wzruszeń
Los postanowił inaczej
Wśród nas że ciebie nie ma
Bólu dodałeś do bólów
Krnąbrnego miasta skazańcom
Wyrastający królu
Na szańcach

Śmierć twoja strzał diamentem
Mogłeś świecić słowem i pieśnią
Bój znaczył  twój niewiele
Posłany  rozkazem grzesznym
Czasu zarazy Kolumbie
W serca nam trafił strzelec
W serca ugodził  tym strzałem
Nienapisane wiersze są w trumnie
Nienapisane  zostały w popiele
 Bruki po nim płakały

Niewiele przetrwało pamięci
 Po tobie rycerzu pióra
Napis na postumencie
Tablice na murach
Geniusza danina
Ze  słów bukiety kwiatów
Dla nas dla wielu dla świata
Słowa Juliuszów nie giną
Twoje przetrwają błyskiem
Perłami  wszystkie

Wnośmy w lamencie ramiona
Słowa jego potomnym nieśmy
Wróg miasto pokonał
Nie zabił pieśni

 Bohaterowi  leśnemu

Kohorty w stalowych przyłbicach
Ogniem pluły  z nieba  błękitu
W  ogniu stanęła stolica
A wrzosy już miały zakwitnąć
Za duży ciężar dla małych wodzów
Nie mądrych nie bohaterów
Uszli pożodze
Stali się zerem
Z wielu ten jeden mały bohater
Trwa w mundurze na szańcu
Nie opuszcza  leśnych kwater
Nie pozwala  założyć kagańca
Chwała kawaleryjskiej  odwadze
Żołnierskiej  braci leśnej
W  oczekiwaniu bojów bratnich
 Żyjących zdradą dalekich
Potrzeba ci pieśni
Wodzu oddziałów  ostatnich
Pamięć o tobie niech żyje na wieki
I twoich wojaków ludowych dzieci
O Hubalczykach piszą poeci








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz