W pamięci mężczyzn (pewnie i kobiet) czołowe miejsce zajmują
wspomnienia przygód miłosnych dokonanych lub często niedokonanych. Nie wszystkim towarzyszą wzniosłe uczucia, wyznania, czy zamiar.
Są pozostałością wspólnych adoracji. Pozostają w pamięci jak pachnące kwiaty lub ciernie. Umilają sny lub samotność. Któraś
z kolei otwiera wrota
życia i staje się treścią ludzkiego bytu. Staje się szczęściem.
Erotyzm towarzyszy człowiekowi od
dzieciństwa. To stwierdził autor także na sobie. Plonem takich przeżyć są nieudane rymy koszlawe. Może odtwarzają przeżycia i innych?
E r o t y c z n o ś ć
Erotyk szlachetny
Erotyk szlachetny
Dwoje
razem jedną pałeczkę
Nieść
muszą
Pełną
radości
Pełną
wzruszeń
Na
wieczność
W niej
tajemnic pełno
Sezam
nieznany
Wróżka
nich wywróży
Co ma się
spełnić
W
nieznanej podróży?
Powiedz
wróżka pani
Co przed
nami?
Pójdziemy
po dźwiękach
Ślady
znaczyć
Pójdziemy
po tęczach
Własnym
atramentem
Będą
wieczory rozmów i pieśni
Może
rozmowy bez słów
Będziemy
zrywać czereśnie
W
ogrodach pełnych snów
W
tajemnej grocie
Świetlisty
czeka nas taniec
Tam
kwitnące paprocie
Czekają
na w wspólne trwanie
Erotyk
niedokonany
Tkwi cierniem
Grzeszna
i zakazana
Nasycona
morfiną
Dla
dwojga narkotyk
Noszę jak
ranę
Ofiarowany
kwiat
Pachnący
dotyk
Zakazany
owoc
Z
dojrzałej jabłoni
Jak
gwiazda mi spadł
Rana jak
każda
Płonie i
płonie
Powstała
blizna
Niezagojona
Czemuś
była jak siostra
Obraz
twój nosze
Po prostu
W
zamkniętym koszu
Barwę i
miękkość i dotyk
Pochwałę oczu
To był
narkotyk
Niedokończony duet
Czemuś
była jak siostra
Daleka a
bliska
Niegodna
była nam stuła
Po prostu
Dni kilka
To
wszystko
Brzmi
niedokończona
Symfonia
Dalekim
echem
Czas nie
pokonał
Co mogło
być grzechem
E r o t y k
t r a g i c z n y
Jeszcze
mi pachnie woń tamtej strzechy
I nadal słyszę cykanie świerszczy
Zmieszały
się nasze oddechy
Tam po
raz pierwszy
Czuję
nadal rąk twoich dotyk
Spojrzenia
zamgleń błyski
W
objęciach tulił narkotyk
Był
wszystkim
Pozostała
niemoc zapomnień
Niemych w
zaświaty wzlotów
Sny
prześladują bezdomne
Tęsknota
do powrotu
Poszum z
twoim skrzypieniem
Jak tęcza
w słońcu się mienił
Na
wzgórzu trzymałeś wartę
Był
wszystkim
Pozostała
niemoc zapomnień
Niemych w
zaświaty wzlotów
Sny
prześladują bezdomne
Tęsknota
do powrotu
Skrzydłami
co rozpostarte
Łapały w
sidła powiewy
Żeby
Rozetrzeć
rozetrzeć rozetrzeć
Zgrzytaniem
koła w misie
Nasycić
powietrze
Pył
wisiał
Osiadał
na belkach i stropie
Pocałunki
za węgłem
Nieme
przysięgi
Dziewczyna
i chłopiec
Wieszali
w ramionach
Poddanych
wiatrowi
Wiatrem podszytych
Aż czas
ich pokonał
Pokonał
człowiek
Rozpadły
się skrzydła
Rycerza
na wzgórzu
Już
się nie przyda
Choć
wiernie służył
Zwaliły
się stropy
Młyńskie
kamienienie
O losie
okropny
Wkopały
się w ziemię
A chłopca
z dziewczyną
Przysięgi
wśród kurzu?
Słuch o
nich zaginął
Legły
wśród gruzu
Gdzie
młyński kamień
I sterta
belek
Pod nimi
pamięć
Śladu
niewiele
O mój
wiatraku rycerzu wsiowy
Towarzyszu
młodych lat
Doczekaliśmy
się siwej głowy
Nie
zostanie i po nas ślad
Erotyk
bardzo wczesny
Brzmią wciąż te dźwięki
Szepty niskie
Pierwsze wdzięki
Były tak blisko
Na wyciągnięcie ręki
Na wyciągnięcie ust
To miejsce grzeszne
Tkwi jak gwóźdź
W pachnącej desce
Ujawnione przemocą
Zapisane w gąszczu
Cud ustom i oczom
Ten pierwszy grzech
Choć nie grzech jeszcze
Utkany z pragnień
Zapierał dech
Objawienie jak magnes
Podane ustom
Jeszcze nie jagnię
Godne rozpusty
Wraca wciąż wiernie
Co wtedy zachwycał
Drogowskaz i sternik
Wspólnota pierwsza
I wieczna tęsknica
Godna wiersza
Erotyk
niedokonany
Tkwi cierniem
Jednym drugim trzecim
Odżywa wiernie
Uderza mieczem
A odciąć się nie da
Choć boli tajnie
W chwilach przed snem
I noc wypełnia
I życia tłem
Erotyk
tragiczny
Coraz mniej miąższu
W zeschłym owocu
Blakną obrazy
Butwieją myśli
Bezsenną nocą
Koszmar się przyśni
Skrzywioną twarzą
Co była pieśnią
Zgaśnie gromnicą
Gdy gości we śnie
Przybliża nicość
Erotyk
ostateczny
A ja wciąż czekam
Na oblubienicę
Przyrzekła
Że przyjdzie
Bez daty godziny
Pocałunek położy
Inny
Nie jak kochanki
Cichy pobożny
Na zawsze zamknie
Skryta zalotnica
Klamkę
Przyłbicy
Niedoszły
erotyk przedwczesny
Miałaś być moja miałaś być moja
W nieprzyzwoity sposób
Nie byłaś moja nie byłaś
Ani na sianie ani w pokoju
Moja miła
Czekałem pod oknem
Pod drzewem mokłem
Z lubieżną litanie na ustach
Zgotować ci chciałem
Wspólną rozpustę
Duchem i ciałem
Ja Romeo z opłotków
Niosłem ci w dłoni
Grzechy z jabłoni
Cielesność słodką
Czekałem uparcie
Na jedno skinienie
Stałem na warcie
W niejednym cieniu
Pachniały bzami
Skryte uśmiechy
A między nami
Nie był grzechu
Żal serce ściska
Tak było blisko
Zmarły ogrody
Świat skuły lody
Nie ma ni łąki
Nie ma ni siana
Tylko rozłąka
Z niedokochaną
E r o t y
k p a m i ę t n y
Byłem tak, blisko rozkoszy dziecięcej
Czyhałem jak złodziej na ten skarb
Nie powtórzyło się już więcej
Pamięć nieznanej rozkoszy trwa
Czemuś przybyła strażniczko klucza
Zazgrzytał złowieszczo nie
w porę
Przez lata w pamięci dokuczał
Ze stratą się nie uporam
Ten grzech mój dziecięcy
Pamiętam jak wczoraj
Mój duch u kolan twych klęczy
Ten widok nieznaną trwa wonią
Odmienić się mogły nam losy
Dłonią twojej w mej dłoni
Choć jeszcze byliśmy bosi
Kusił wpisany atawizm
W coraz bogatszej szkatule
Dlatego chciałem cię bawić
Gdzie miejsce najbardziej czułe
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz