R e f l e k s j e
Sierpień 2016
Kilka
refleksji wysnutych z własnych
przeżyć,
które należą się najbliższym
i może i
dalszym czytającym, ujęte
w
niedoskonałym kształcie według
skromnych
zdolności. Niezrozumiałe
zapewne
dla wielu, zrozumiała dla tych,
których
dotyczą. Należy im się wspomnienie,
im i
pewnym wydarzeniom, o których
mało kto
pamięta.
Na
pogrzebie Stalina grano
marsz
żałobny Chopina
Chopin -
Stalinowi
Napisałeś
tę pieśń pewnie nocą
Ku
pamięci klęsk listopada
Napisałeś
ją pewnie po to
Bo
Polska padła?
Grywali
ją potem różni
Ku
pamięci lub przyjemności
Słuchali
nieszczęśni lub próżni
Przypominała
nam troski
Nie była
pisana dla katów
Miała być
grana odświętnie
Gdy
bohater życie utracił
Na miasto
rzuciła śmierć piętno
+++++++++++
W marszu
idzie gromada zbirów
Taszczą
złoczyńcę na marach
Nareszcie
spowity kirem
Oraz
złowieszczym sztandarem
Orkiestra bezcześci te dźwięki
Napisane
nie dla satrapów
Dla tych
co doznali udręki
Od obcych
albo rodaków
Za późno
diabeł postać tę zmógł
Zadrwiono
sromotnie z twej pieśni
Oby
niepamięć okryła ten grób
Przestrogą
był dla współczesnych
Przepraszam
cię mistrzu jedyny
Za
doznaną zniewagę po latach
Kto
ludzkiej doszuka się winy
Że w
historii naszego był świata
Moja
powinność
Na
tragiczną śmieć matki
Powiem
teraz
Co
należało powiedzieć wtedy
Co mówi
się wszystkim matkom
Nie byłem
w stanie
Nie było
kiedy
Odwagi
zabrakło
A teraz?
Czy głos doleci
Jak
modlitwy spowiedzi?
Gdy
przyjdziesz we śnie?
Twoje
cierpienia noszę
Ostatnie
i wczesne
Ode mnie
od losu
Com
niechcący winien
Cierpienia
dla dwojga
Przez tę
jedną chwilę
Stało się
wiele
Co się
stało
Za twoim
skinieniem
U Ciebie
było słowo
Dobrym do
dziś idzie cieniem
Bo słowo
stało się ciałem
A moje
słowo
W złej
chwili rzekłem
Życia
zabrało połowę
Stało się
piekłem
Miało
być wytchnieniem
Jest chłodem twej ziemi
A te
słowa
Tajemnicą
We wnęce
intymnej
Zamknięte
krzyczą
Noszę je
gorzkie i zimne
Podzielone
Na łzy i
milczenie
Na twarde
Kamienie
Niedługo
klęknę prze twoim cieniem
L a m e n t a c j a
Niewiele
mi dałeś z tęczy
Posturę
niemęską
Urody
nawet nie kęs
Prószyła
mi klęska
Mała lub
większa
Wisiał
smutek u rzęs
Jedno
mi dałeś
Choć
Przegródkę
we wnętrzu
Na dnie
Dar
największy
I konchy dwie
By pukał
gość
Miejsce
na Gaude Mater….
Prawdziwy
gość pełen świateł
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
Nie
skąpiłeś trudów
Worka
ciężarów u ramion
Drugiej w
kołysce'm nie dostał
Nie stało
dla mnie
Tajemną jest złudą
Co mogło
być proste
Targał i
gmatwał
Czas
Kroczył
ciemny
Nie
ułatwiał
Klękam
przed Tobą w ukłonach
Za
to że świat mi zapłonął
To
Monteverdi i Bach
Przez czarki uszu się wkradł
Niespodziewani
goście
Przyjaciele
wierni
Krzywizna życia się prości
I mniej
jest cierni
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
Skąpiłeś
wymarzonej
Niosłem krzyż
samotni
Bolesną koronę
Przed bramą
stanąłem pustą
Pewnie
nie byliśmy godni
Jedną się
okryć chustą
Nie
jesteś przecież okrutny
Choć taką
mi dałeś przysługę
Umilić
życiowe trudy
Toccatą i
Fugą
Co
mogłeś lepszego darować
Nad
konchy uszu
Anteny na
dźwięki i słowa
Zapomnienia
wzruszeń
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
Dałeś
surowy kamień
Dla
Siebie i bliskich
By oszlifować
Dla mnie
Dla
wszystkich
Wyrzeczeń
było wiele
Uprowadzony
Przysługą
tajemną
Nie moim
przyjacielem
W spadku
dostaje zdań parę
Pozbawiony
broni
I żałość
bezdenną
Nie tajne
uczynki i słowa
Gorzka
ofiara
Została
trwoga
Przed dołem klęknie
I koniec
Jedyne
dzięki
Twój
dar goi blizny
As
dur Pożegnanie Ojczyzny
I goście
Płyną mieszkają
W
wydzielonej przestrzeni
W
zamkniętym tajemnym kraju
Zadbanym
Tu w lustrze się mienią
Ludwig z
Janem
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
Mało
dałeś talentu
Chwalców wcale
Boć
Villonem nie jestem Puszkinem
Szukając
wytrwale
Rymów
pokrętnych
Skleciłem
krztynę
Ni swoim ni obcym najbliższej
Grzeczności
udanej nie staje
Z niemej
mowy słyną
Usłyszę
głośną ciszę
Każdego w
swoim kraju
Po
ostatnią godziną
Z
"Niedokończonej"
Pociechy płyną
Bo do
słuchania mam uszy
Dar i
zapomnień pęczek
Jan
Amadeusz i Karol kusi
Jestem
Ci wdzięczny
Niech mi
w najdalszych chwilach
Nokturn
Ave.. Marzenie
Resztki trwania umilą
Kłaniam
się uniżenie
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
Skazałeś
na tęsknicę
Do
przyjaciół obcych lub bliskich
Nie
słyszą jak krzyczę
Są nimi
nikt albo wszyscy
Zamknięte
są ich uszy
A słowa
bez barwy
Rozmowa
ze sobą nie skruszy
Murów
klasztoru twardych
Być sobie
przeorem klerykiem?
Nikim!!!
Skazałeś
mnie na los taki
Cicho
wokół
Posiał
makiem
Dobre
jest Twoje serce
Dałeś
prezentów aż nadto
W mojej
poniewierce
Nagroda
"Nocne czuwanie"
Słuchałem
ostatnio
Napisane
prawie jak dla mnie
"Śmierć
i dziewczyna" Franciszka
Jak
meteor błyska
Najbliższa nieobecna uchem
W
samotności słucham
Takie
zapomnienie
W
najwyższej cenie
O
j c u
Jak każdy
miałem ojca
Nie
takiego chciałem
Zanim się
nim stał
To mi go
zabrali
Sprzymierzeńcy
tamtych
Co im
uszczknął piędź
Potem był
już nie ten
Po
rozłące
Musiałem
płakać
Suchymi
łzami
Zwojował
tę piędź
Ale nie
więcej
Na
jednego tyle przypadło
Wrócił
Lecz
Innej nie chciał
Nie
poszedł w las
By o
tamtą walczyć
Tej nie
chciał
Nie dał
się przekonać
Jak ja
Że innej
nie będzie
Nie jest
zatem wyklęty
Budował
niechcianą
Chwała
mu za to
Budował
dla mnie
Choć był
mało mój
Rozłąką
Pozostała
pustka
I dyplom
z pode Lwowa
Po tej
piędzi
Teraz dla
mnie zaszczyt
Dobrze że
choć to pozostało
Dyplom i
praca
Płaczę po
nim suchymi łzami
Przyjaciółka wielu
Tyś
przyjaciółką niechcianą
Wierną
jak żadna inna
Za
wcześnieś mi przydana
Już w
latach dziecinnych
Przykładasz
na usta palec
By słów
nie wiele padało
Za
przegrodą schowanych
Lub
znaczeń niewiele miało
I
spojrzeń bronisz przyjaznych
Wieczornych
czy porannych
Twej
obecności zaznam
Wtedy
może najbliższej
Dotkliwie
słyszę cisze
Podaną błahym
słowem
Nieobecnością
długą
Całym
lub życia połową
Jesteś
siostrą syjamską
Tylko z
tobą rozmowa szczera
Przed
tobą można nie zamknąć
Co
dotkliwie doskwiera
Gdy dalsi
tają a bliski milczy
Tajemnic
nie można ujawniać
Temu co
nawet najmilszy
Twa
przyjaźń może zadławić
Szykuję
ci miejsce w mej trumnie
Śmierć
cię najlepiej rozumie
Pierwszy
erotyk
Na brzegu płytko
Nurt
nieco dalej
Chaszcze
śpiewają wytrwale
Nie
trzeba wiele
To było
wszystko
Czegośmy
chcieli
Zbudzone blaskiem
Najprostsze
płonie
Nic już
nie dzieli
Stóp
cztery w piasku
Światem
całym
Na
wyciągnięcie dłoni
Zabawa w
pisaku stóp niedorostków
Wiszący
przez lata gest
Nie mam
nic na obronę
W pamięci
drzemie
Obmycie
pleców jak chrzest
Wodą
dobytą od dna
Świat
cały nam płonie
I dalej
wiązania tajemne
Pierwsza
nagość przede mną
Ta
wspomnieniem trwa
Nieśmiały
dotyk warg
Zza
światu znak
Oda do
kochanki
Kochanką
jesteś jednostronną
Na moją
wdzięczność nie licz
Nie
pragnę z tobą randki
Nie chcę
miłości z tobą dzielić
Choć na
mnie czekasz na przystankach
Choć czekasz na mnie gdzie bądź
Bywa że
wpraszasz się niechcący
Przyłapiesz
mnie nie w porę
Wtedy twe
cienie mnie ostrzegą
Przyjaciel ode mnie
odtrąci
A ja cię
czekam mimo wszystko
A ja cię
czekam wczesnym rankiem
A ja cię
czekam na przystanku
Bywa że
jesteś bardzo blisko
Niechciana
moja ty kochanko
Cień twój
przed okiem nieraz błyska
Gdy
słabość zmoże moje członki
Przysiadasz
się na brzeg pościeli
Policzek
chłodzisz mój gorący
Kościstą bladą twoja dłonią
Wtedy nas
nic z sobą nie dzieli
Szept
słodki w uszach moich dzwoni
Niechaj
by nie był choć ostatni
Jeszcze
zaczekaj ze swym wyznaniem
Okazji
będziesz miała wiele
Wargę w
szeptaniu swoim zatnij
Kochanko
zanim wyznasz zdanie
Że jesteś
moim przyjacielem
Że nie
opuścisz mnie w cierpieniu
Łagodnie
wtedy weź w ramiona
Jak
bierze matka albo żona
Gdy
widzi na obliczu cienie
Co pewnie
nigdy już nie zgasną
Tak chcę
kochanko z tobą zasnąć.
R e q u i e m
Dla kogo to Requiem
I po co
Nie wiem
Nieznajomemu
w masce
Dla
siebie?
Pisałeś
nocą
Słucham
nim zasnę
A ty bez
trumny
W
towarzystwie niemym
W szmacie
brudnej
W
nieznanej ziemi
Słucham
akordy i echa
Dies Ire
Mój czas
ucieka
Okryty
kirem
Samotną
nocą
Słuchać?
Po co?
Sen
ożywia
Co minęło
Drugi raz
bywa
Twojego
dziełem
Wskrzeszone
Klękam u
progu
Jak
grzesznik skruszony
Gotowy do
drogi
Kto do
słuchania ma ucho
Pod
sklepieniem podniebnym
Śpiewnych
chórów wysłucha
Może
ostatnie Requiem?
Niech
zabrzmi mi w ostatnich chwilach
Ślad Dies
ire
Dla kogo
je napisałeś?
Kto wie
Śmierci
na pochwałę?
Nikt nie
jest pewien
Ślad
poniosę do głębi
Gdy łzy
nie uroni ni człowiek
Zabrzmią
mi w ziemi
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz