Refleksje II

środa, 29 kwietnia 2015

R e f l e k s j e


Kilka refleksji  wysnutych z  własnych 
przeżyć, które należą się najbliższym
i może i dalszym czytającym, ujęte 
w niedoskonałym kształcie według 
skromnych zdolności. Niezrozumiałe
zapewne dla wielu, zrozumiała dla tych, 
których dotyczą. Należy im się wspomnienie,
im i pewnym wydarzeniom, o których 
mało kto pamięta. 

Na pogrzebie Stalina grano                                      
marsz żałobny Chopina

Chopin - Stalinowi

Napisałeś tę pieśń pewnie nocą
Ku pamięci klęsk listopada
Napisałeś ją pewnie po to
Bo Polska  padła?

Grywali ją potem różni
Ku pamięci lub przyjemności
Słuchali nieszczęśni lub próżni
Przypominała nam troski

Nie była pisana dla katów
Miała być grana odświętnie
Gdy bohater życie utracił
Na miasto rzuciła śmierć piętno
     +++++++++++
W marszu idzie gromada zbirów
Taszczą złoczyńcę na marach
Nareszcie spowity  kirem
Oraz złowieszczym sztandarem

 Orkiestra bezcześci te dźwięki
Napisane nie dla satrapów
Dla tych co doznali udręki
Od obcych albo rodaków

Za późno diabeł postać tę zmógł
Zadrwiono sromotnie z twej pieśni
Oby niepamięć okryła ten grób
Przestrogą był dla współczesnych

Przepraszam cię mistrzu jedyny
Za doznaną zniewagę po latach
Kto ludzkiej doszuka się  winy
Że w historii naszego był świata


Moja powinność

Na tragiczną śmieć matki

Powiem teraz
Co należało powiedzieć  wtedy
Co mówi się wszystkim matkom
Nie byłem w stanie
Nie było kiedy
Odwagi zabrakło

A teraz? Czy głos doleci
Jak modlitwy  spowiedzi?
Gdy przyjdziesz we śnie?
Twoje cierpienia  noszę
Ostatnie i wczesne
Ode mnie od losu
Com niechcący  winien
Cierpienia dla dwojga
Przez tę jedną chwilę

Stało się wiele
Co się stało
Za twoim skinieniem
U Ciebie było słowo
Dobrym do dziś idzie cieniem
Bo słowo stało się ciałem

A moje słowo
W złej chwili rzekłem
Życia zabrało połowę
Stało się piekłem
Miało być  wytchnieniem
Jest  chłodem twej ziemi

A te słowa
Tajemnicą
We wnęce intymnej
Zamknięte krzyczą
Noszę je gorzkie i zimne
Podzielone
Na łzy i milczenie
Na twarde
Kamienie
Niedługo klęknę prze twoim cieniem

  Lamentacja

Niewiele mi dałeś z tęczy
Posturę niemęską
Urody nawet nie kęs
Prószyła mi klęska
Mała lub większa
Wisiał smutek u rzęs

Jedno mi  dałeś
Choć
Przegródkę we wnętrzu
Na dnie
Dar największy
I  konchy dwie
By pukał gość
Miejsce na Gaude Mater….
Prawdziwy gość pełen świateł

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Nie skąpiłeś trudów
Worka ciężarów u ramion
Drugiej w kołyscem nie dostał
Nie stało dla mnie
Tajemną  jest złudą
Co mogło być proste
Targał i gmatwał
Czas 
Kroczył ciemny
Nie ułatwiał

Klękam przed Tobą w ukłonach
Za to  że świat mi zapłonął
To Monteverdi  i  Bach
Przez  czarki uszu się wkradł
Niespodziewani goście
Przyjaciele wierni
Krzywizna  życia się prości
I mniej jest cierni

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Skąpiłeś wymarzonej
Niosłem  krzyż  samotni
Bolesną  koronę
Przed  bramą  stanąłem pustą
Pewnie nie byliśmy  godni
Jedną się okryć chustą

Nie jesteś  przecież okrutny
Choć taką mi dałeś przysługę
Umilić życiowe trudy
Toccatą i Fugą
Co mogłeś  lepszego darować
Nad konchy uszu
Anteny na dźwięki i słowa
Zapomnienia wzruszeń

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Dałeś surowy kamień
Dla Siebie i bliskich
By  oszlifować
Dla mnie
Dla wszystkich
Wyrzeczeń było wiele
Uprowadzony
Przysługą tajemną
Nie moim przyjacielem
W spadku dostaje zdań parę
Pozbawiony broni
I żałość bezdenną
Nie tajne uczynki  i słowa
Gorzka ofiara
Została trwoga
Przed  dołem klęknie
I koniec
Jedyne dzięki

Twój dar  goi blizny
As dur  Pożegnanie Ojczyzny
I  goście
Płyną  mieszkają
W wydzielonej przestrzeni
W zamkniętym tajemnym kraju
Zadbanym
Tu  w lustrze się mienią
Ludwig z Janem
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Mało dałeś talentu
Chwalców  wcale
Boć Villonem nie jestem Puszkinem
Szukając wytrwale
Rymów pokrętnych
Skleciłem krztynę
Ni  swoim ni obcym  najbliższej
Grzeczności udanej nie staje
Z niemej mowy słyną
Usłyszę głośną ciszę
Każdego  w  swoim  kraju
Po ostatnią godziną

Z "Niedokończonej"
Pociechy  płyną
Bo do słuchania mam uszy
Dar i zapomnień pęczek
Jan Amadeusz i  Karol kusi
Jestem Ci  wdzięczny
Niech mi w najdalszych chwilach
Nokturn Ave.. Marzenie
Resztki  trwania umilą
Kłaniam się uniżenie

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Skazałeś na tęsknicę
Do przyjaciół  obcych lub bliskich
Nie słyszą jak krzyczę
Są nimi nikt albo wszyscy
Zamknięte są ich uszy
A słowa bez barwy 
Rozmowa ze sobą nie skruszy
Murów klasztoru  twardych
Być sobie przeorem klerykiem?
Nikim!!!
Skazałeś mnie na  los taki
Cicho wokół
Posiał makiem

Dobre jest Twoje serce
Dałeś prezentów aż nadto
W mojej poniewierce
Nagroda "Nocne czuwanie"
Słuchałem ostatnio
Napisane prawie jak dla mnie
"Śmierć i dziewczyna" Franciszka
Jak meteor  błyska
Najbliższa  nieobecna uchem
W samotności słucham
Takie zapomnienie
W najwyższej cenie


   O  j  c  u

Jak każdy miałem ojca
Nie takiego chciałem
Zanim się nim stał
To mi go zabrali
Sprzymierzeńcy tamtych
Co im uszczknął piędź
Potem był już nie ten
Po rozłące
Musiałem płakać
Suchymi łzami

Zwojował tę piędź
Ale nie więcej
Na jednego tyle przypadło

Wrócił
Lecz Innej  nie chciał
Nie poszedł w las
By o tamtą walczyć
Tej nie chciał
Nie dał się przekonać
Jak ja
Że innej nie będzie
Nie jest zatem wyklęty
Budował niechcianą
Chwała mu  za to
Budował dla mnie
Choć był mało mój
Rozłąką

Pozostała pustka
I dyplom z pode Lwowa
Po tej piędzi
Teraz dla mnie zaszczyt
Dobrze że choć to pozostało
Dyplom i praca
Płaczę po nim suchymi  łzami


Przyjaciółka  wielu

Tyś przyjaciółką  niechcianą
Wierną jak żadna inna
Za wcześnieś mi przydana
Już w latach dziecinnych
Przykładasz na usta palec
By słów nie  wiele padało
Za przegrodą schowanych
Lub znaczeń niewiele  miało
I spojrzeń bronisz przyjaznych
Wieczornych czy porannych
Twej obecności zaznam
Wtedy może najbliższej
Dotkliwie słyszę cisze
Podaną  błahym  słowem
Nieobecnością długą
Całym lub  życia połową
Jesteś siostrą syjamską
Tylko z tobą rozmowa szczera
Przed tobą można nie zamknąć
Co dotkliwie doskwiera
Gdy dalsi tają a bliski milczy
Tajemnic nie można ujawniać
Temu co nawet najmilszy
Twa przyjaźń może zadławić
Szykuję ci miejsce w mej trumnie
Śmierć cię najlepiej rozumie

Pierwszy erotyk

Na brzegu płytko
Nurt nieco dalej
Chaszcze śpiewają wytrwale
Nie trzeba wiele
To było wszystko
Czegośmy chcieli
Zbudzone  blaskiem
Najprostsze płonie
Nic już nie dzieli
Stóp cztery w piasku
Światem całym
Na wyciagnięcie dłoni

Zabawa w pisaku stóp niedorostków
Wiszący przez lata gest
Nie mam nic na obronę
W pamięci drzemie
Obmycie pleców jak chrzest
Wodą dobytą od dna
Świat cały nam płonie
I dalej wiązania tajemne
Pierwsza nagość przede mną
Ta wspomnieniem trwa
Nieśmiały dotyk warg
Zza światu znak

Oda do kochanki
   
Kochanką jesteś jednostronną
Na moją wdzięczność nie licz
Nie pragnę z tobą randki
Nie chcę miłości z tobą dzielić
Choć na mnie czekasz na przystankach
Choć  czekasz na mnie gdzie bądź
Bywa że wpraszasz się niechcący
Przyłapiesz mnie nie w porę
Wtedy twe cienie mnie ostrzegą
Przyjaciel  ode mnie  odtrąci

A ja cię czekam mimo wszystko
A ja cię czekam wczesnym rankiem
A ja cię czekam na przystanku
Bywa że jesteś bardzo blisko
Niechciana moja ty kochanko
Cień twój przed okiem nieraz błyska

Gdy słabość zmoże moje członki
Przysiadasz się na brzeg pościeli
Policzek chłodzisz mój gorący
Kościstą  bladą twoja dłonią
Wtedy  nas  nic z sobą  nie dzieli
Szept słodki w uszach moich dzwoni
Niechaj by nie był choć ostatni
Jeszcze zaczekaj ze swym wyznaniem
Okazji będziesz miała wiele
Wargę w szeptaniu swoim zatnij
Kochanko zanim wyznasz zdanie
Że jesteś moim przyjacielem
Że nie opuścisz mnie w cierpieniu
Łagodnie wtedy weź w ramiona
Jak bierze matka albo żona
Gdy widzi  na obliczu cienie
Co pewnie nigdy już nie zgasną
Tak chcę kochanko z tobą zasnąć.

  R e q u i e m

Dla kogo to Requiem
I po co
Nie wiem
Nieznajomemu w masce
Dla siebie?
Pisałeś nocą

Słucham nim zasnę
A ty bez trumny
W towarzystwie niemym
W szmacie brudnej
W nieznanej ziemi
Słucham akordy i echa
Dies Ire
Mój czas ucieka
Okryty kirem

Samotną nocą
Słuchać?
Po co?
Sen ożywia
Co minęło
Drugi raz bywa
Twojego dziełem
Wskrzeszone

Klękam u progu
Jak grzesznik skruszony
Gotowy do drogi
Kto do słuchania ma ucho
Pod sklepieniem podniebnym
Śpiewnych chórów wysłucha
Może ostatnie Requiem?
Niech zabrzmi mi w ostatnich chwilach
Ślad Dies ire

Dla kogo je napisałeś?
Kto wie
Śmierci na pochwałę?
Nikt nie jest pewien
Ślad poniosę  do głębi
Gdy łzy nie uroni ni człowiek
Zabrzmią mi w ziemi