Refleksje II

niedziela, 29 listopada 2015

Reflrksje X

R o z m a i t o ś c i
Jeszcze mi w duszy coś  gra. Póki  mi nie zamkną  ust  i  stron, chyba że ich nie znajdą, bo głęboko ukryte pod  tajemniczym linkiem, jeszcze  kusi, by skorzystać z wolności  wypowiedzi  i  pokazać swoją  przekorę. Moje  Blogi 
Moje opinie I  i  II
(wwwup72156jeszcze.blogspot.com     i    wwwup72156.blogspot.com)  zaprowadzą mnie  zapewne na szubienicę. Jeżeli  mnie podkusi  i  coś  przekornego jeszcze tam dopiszę, jeżeli  pozbędę się lenistwa  i  będę miał  jakąś gwarancję , że to ktoś  sobie przyswoi , to będzie całkiem  źle.  Niech  ta  strona  bawi, kto zechce    zauważyć.

Mój  Majakowski                   

Lubię cię Włodzimierzu
Proletariackie twoje wiersze
Pisane szczerze
I w dobrej wierze
I te tramwaje
  co skręcały
     na most  przy Giserni                                                
Litery te  martwe
  A grób ?
      gdzie on
          bez chwały 
Złą wyciągnąłeś kartę
Splecioną z cierni
Tematy ostre i pióro  ostre
Rewolucji trzymałeś wartę
Kochałeś ją jak siostrę
Oddałeś  jej sprawom słowa
Miast kwiatów zrodziła osty
Wierności 'ś jej nie dochował
Kiedy zawiedli  cię bogi
Waliłeś na odlew  i  prosto
Rzeczywistość macałeś rymem
Jak ślepy co szuka drogi
Jednak  poezji  byłeś olbrzymem
 Strofy twe brzmiały donośnie
Chwalco nowej epoki
Z twej  pieśni  owoc nie wzrośnie
Pokryły ją mroczne mroki


Gdybyś tak dzisiaj
     żył w naszej  Polszy
To co byś pisał
      wiersz też nie gorszy
Lecz rewolucji
      twej  fascynacji
Dzisiaj
     wspomnienia
        jak  najgorsze
Przydałby się taki
     nam z twoim
       polotem
Nie jako chwalca
    nie piewca
        a z młotem
Bo nam wyrosła
      wataha
         padalców
Jak w twej
      ojczyźnie
Bliźnie
Ktoś  im
          na  ozór
            niech  zaciśnie palce
Taki  jak ty
       wygarnąłby               
            twardo
Przeniewiercom
       co darzą
           pogardą
Tych co  oddali
      wyrwani
           ciemiężcom
Z brzegów Bajkału
      Kołymy
           Workuty 
Za błędy wodzów 
      doznawszy  pokuty                                                                                                                              By  umęczonej zgnębionej klęską                                         
Kroplę czerwonej
     i potu                               
         i znoju
Dać na złość
      na przekór     
          złowrogiej  historii
Niech jakaś będzie
      byle w pokoju
Byle przetrwała
      mądra
         i w glorii
A choć  historia
      okrutna pani
Przycumowała
           do złej  przystani
Każdemu
        co kropli
             krwi  nie szczędził
Żałować nie można
     pamięci
          i piędzi
Ziemi  i na niej 
   mogiły
       salutu
Niech pamięć
   nie będzie
      o nikim zatruta
 Lubię cię Majakowski
Choć 'eś 
    bolszewik
           a się' ś   nawrócił                                                                          Mojej młodości
              poeto
Lubię 
     słupki  twoje
            i  zgłoski
Zawód  ci
          życie
                skrócił
Żałuję cię
                przeto

  F  o  r  t  u  n  a                           

Przyjdź  jeszcze muzo niedoskonała
Muzo prywatnych treści
Jak Syzyfowi ciąży mi skała
Co w mojej głębi się mieści

Skałą i lodem niedomówienia
Skryte w namiocie ciszy
Słowa nie  dadzą cienia
By cienia nikt nie usłyszał

Słowa i cienie za dużo ważą
Nie kładźmy ich na barki
Milczenie  niechaj stoi na straży
Samo milczenie wystarczy

Słowo co może  być ostrzem
Niech lepiej  w zamknięciu drzemie 
Brak dobrych słów - milczenie prostsze
Goryczą  pomieszka we mnie

Jesteś pokraczną boginią
Fortuno   pełna zagadek
Tylko twoją  jest wina
Przeszłości nieznośny spadek

Uprościć nie da się ścierzki
Gdy  losami  ty zarządzasz
I czasem co we mnie mieszka
Jak sowa czuwasz przemądra

Nad moim gorzkim milczeniem
Upartym milczeniem bliskich
Zasnułaś  mroki i cienie
Bo ty zarządzasz wszystkim

Ni modły   rozumne czyny
 Twoich decyzji nie zmienią
Zgodzić się można jedynie
Na twe niefortunne cienie

 
           P  i  e  t  a  
               

 Powiem to w prostych słowach
Na ręku dźwigasz martwego Syna
Taka Anioła  jest mowa
Jaka była śmierci  przyczyna?
Kain co zasiał  nienawiść w duszach
I sieje od zarania świata
Śmierć syna sumienie porusza
Porusza  śmierć  matki i brata
Oto widzę  dziecko w objęciach
Martwe bo innej jest wiary
Z innego zrodzone  plemienia
Dla matki był boskim darem
A teraz  dla niego ziemia
Niesie na rekach go pieta
Niesie na rękach  mężczyzna
Płacze nad nim kobieta
Na naszym  sumieniu to blizna
Oto nasza klęska  człowiecza
Zasiane Kaina ziarno
W tych co ucinają  szyje
Bliźniego nie chcą  przygarnąć
Dzwon na trwogę niech bije

  Przewrotna modlitwa                    

Dziecko puka do bramy
Daj chleba dla mnie i mamy
Módl się z nimi  Święta Pani

Dziecko w mamy ramionach
Pewnie za chwile skona
Módl się za nimi Święta Pani

Na naszej ulicy pochód bieży
Woła postawić na warcie żołnierzy
Nie módl sie za nich Święta Pani

Chleba za dużo przecież nie mamy
Idźcie sobie chleba nie damy
Nie módl się za takich Święta Pani

A wodzom  piekielnym od pieców
Serca zmiękły po latach nieco
Módl się a za nimi  Święta  Pani

Chleba starczy  wam i roboty
Razem  rozwiążmy wspólne  kłopoty
Módl  się z nimi Święta Pani

Są polityczne wśród nas świętoszki
Nie uszczkną chleba ani  troszki
Nie módl  się za nich  Święta Pani

Kraj nasz przecie  cały w ruinie
Kto do nas trafi  to z nami zginie
Nie módl się za tych Święta Pani

Modlitwa niesie się u podnóża
Za was -z naszego świętego wzgórza
Nie módl się za tych  Święta Pani

Muszą wystarczyć wam modły nasze
Na stołach pusto i pusto w kasie
Nie módl się za tych Święta  Pani

Kraj nasz u pewnych przecie bogaty
Na szczycie ubrani w złote szaty
Nie módl się za nich Święta Pani

Na naszych posłów  głosować macie
Bo pozostali  to są psu bracia
Nie módl się za nich  Święta Pani

Jeden tylko litośnie gada
Każda parafia przyjmie sąsiada
Błogosław  temu Święta Pani

Tysiące  głodnych polskich dzieci
Gościny doznało na całym świecie
Módl  się za tamtych Święta Pani

Gdy obce dziecko "chleba"  mi powie
Podzielę się po połowie
Módl się za mnie Święta Pani


 
Krótka kronika  rymem    
Niesprawnym ułożona
I prostymi  słowy  łzami
Pisana dla wyrażenia
Żałości  należnej

Od wieków kryła was cisza
Nikt głosu z nad Wisły  nie słyszał

I wam należne czasy złote
Gdy się otwarły nauki wrota

Od słońc męża dałem i ziemi
Byście nie byli niemi

Znaleźli się potem odmieńce
Szkoda - nie było ich więcej

Nazwali się braćmi
Ich wiedza innych zaćmi

Takich my nie chcemy
Idźcie w obce ziemie

Ognia im nie zadano
Oj - byłaby plama

Wszyscy maja być jednacy
Katolicy- Polacy

Choć  jeden zakwitł  blaskiem
Od Pana doznał łaski

Rozsławił  polskie imię
Laury otrzymał w Rzymie

Poezji był królową
Ale nie cieszył naszą mową

Językiem władał dawnym
Szekspira nie przyniósł sławy

Ciemniały umysły i gasły
Jedzono i pito za Sasa

Nieprawe wasze obliczę
Zesłałem  na nas bicze

Pocieszyciela w dali umieścił
By nadzieja nie zgasła  do reszty

Do dzisiaj  ducha nam wznosi
On jeden sławę nam głosi

Aleć jeden Fryderyk to mało
Więcej by się zdało

W kosmosie ich pieśni by brzmiały
Dla naszej chwały

Byli i są pomniejsi
I z nich należy się cieszyć

Mało ich boście kundelki
Choć był nar ód  wasz wielki

Niechaj będę całkiem szczery
Nie Honore nam pisany i Alighieri

Brak nam Izaaka Alberta Lwa
Posucha oda wieków trwa i trwa

Po tysiącletnim czasie
Pusto od nas na świata Parnasie

Jest może jeden drugi trzeci
Na całe tysiąclecie

Gdzie przyczyn szukać
Czy w złych naukach czy krukach

Pan  w litości  dla nas niehojny
Jednak darował wielką wojnę

O nią modlili się niektórzy
By wrogów naszych zburzyć

Trwają boje padają mocarze
Okazja się nadarza

Do dzieła biorą się patrioci
Lecz jeden wielka sprawę knoci

Miast pokojem się cieszyć
Na boje wschodnie sie spieszy

Nad nami burza i błyskawica
Nad grobem naszym zapłonie gromnica

Było bardzo srodze
Lecz błąd popełnili obce wodze

Po latach przeto
Poszukają odwetu

Mądrzejsi  i żołnierze prości
Obrońcami  wolności

Była nauka i czasu wiele
By błędów nie powielać

Już nam rosły nowe wielkości
W świecie się mogły rozgościć

I liczb znawcy i poetowie
Było ich całe mrowie

W nauce i  literaturze
Bardzo sławni niektórzy

Ci od liczb dźwięków i  słowa
Nie zdążyli  zasłynąć nadeszła trwoga

Dał Pan wam róg złoty
A zdarto wam epolety

Wielkim cieniem się kładzie
Wróg w stolicy na defiladzie

Defilada przed  zbirem w Warszawie
Pewnie koniec po twojej sławie

Wszystkich uczonych braci
Unicestwili kaci

Nasze klęski są w księgach
Kto ciekaw niech do nich sięga

Muszą wieki upłynąć
By wtóry Mikołaj zasłynął

Pusto od naszych  na Parnasie
Może ze trzech ma się

Za to przyjaciele Żydowie
Wprowadzili całe mrowie

Bo idą ręka w rękę
Nam obca ta piosenka

Nam lepiej się żyje
Gdy Polak  z Polakiem na kije

Łza napływa do oka
Nasza skaza głęboka

Oj by nie nadeszły czasy
Że za łby wezmą sie nasi

Oby nie nadeszła noc długa
Nie zorali nas  sąsiedzi pługiem

Motto
Zostanie po nas złom żelazny
I gromki drwiący śmiech pokoleń
Tadeusz Borowski

 
 B ł ą d   h i s t o r i i                                                        
                                                                                
Bracia nasi dalecy                                                   
Gośćmi byliście na naszych ziemiach                        
Śladów nie ma niestety                                                 
Śladów po was nie ma                                                 
Innym daliście światło litery                                       
Nam dane nie było we własnej mowie               
Nauk z ksiąg świętych wybierać                          
Może i mądry był  pierwszy człowiek           
Sięgał  gdzie  sąsiad  dawał mu żonę                      
Aleć też przywlókł nam księgi obce                
Własną mowę na wieki pokonał
Zwiódł  ją na manowce

A tam na wschodzie własna rozkwita
Krążą  wśród ludu księgi wybitne
Pisali dzieła mnisi w klasztorach
O wyprawie  słowo Igora
Kodeksy pisali i opowieści
Lat minionych zburzonym mieście
Żydowskiej wojnie  żywoty królewskie
Czego dokonał Aleksy Newski
I o podróżach za trzy morza
I Ewangelie o życiu Bożym
Bo ci od wchodu cudu doznali
Bracia ich mowie litery dali
O mowo polska twa zguba z Rzymu
Wojciech nam w darze  nieszczęście przyniósł
We własnym lud się nie modlił słowie
 Ksiąg nie pisano w polskim języku
Pan Bóg zapomniał o polskiej mowie
Przez setki laty trwała ta zbrodnia
Aż się pojawił  przemądry człowiek
Narobił  w Polsce  wielkiego krzyku
Nie gęsią mamy a własną mowę
Wielką królowę
Na setki laty utrudniał Rzym
By królowały słowa i rym
W mowie ojczystej we własnej mowie
Odtąd lud będzie będą królowie
Się mową polską przed  światem chwalić
Mikołajowi świecę zapalić
Jan zaś był wielki  i on był pierwszy
Co mowę polską rozsławił wierszem

 
P i e ś ń   n a d    p i e ś n i a m i
(wolne tłumaczenie ze sanskrytu)

Przyjaciółko moja wielobarwna lilyjo
Usiądź przy mnie obejmij szyję
Jak korzeń wrasta lilyji w ziemię
Tak ty  wzrośnij  swym kwiatem we mnie
Radujmy się sobą weselmy sobą
Bo w tobie zapach jest wina
Radujmy nie czekając grobu
Białą gazelą jesteś  jedyna
Co na wzgórzu wybrańca czeka
Promienie oczu twych są jak zorze
Usiądź  przy mnie niech mnie urzeka
Światło i blaski  na twej twarzy
Ja na twej piersi  dłonie położę
Będę masował  twe stopy białe
Miłosne słowa w uszy powtarzał
Przyjaciółko moja lilio wspaniała

Na błoniach  paśmy zielonych  koźlęta
Twoje i moje stado przy rzekach
Na twojej szyi zawieszę wieńce
Śpiewać nam będą zwiewne dziewczęta
Tam na nas miłość wzajemna czeka
Wszystko dla ciebie w życiu poświęcę
Łoże z listowia ułożę miękkie
Tam cię zawiodę nocą za rękę
Gdy nasze stada z przesytu  usną
Obejmę ciebie moją prawicą
Obnażę wszystko co mnie zachwyca
 Usta i piersi  ustami musnę
Wielobarwnym będziemy kwiatem
Staniemy się sobie całym światem

Będę szukała po całym mieście
Tego co dusza miłuje moja
Bo dłonie moje zaprzestał  pieścić
Będę szukała na polach łąkach
Nie będę szczędzić potu ni znoju
Oj jaka ciężka jest z nim rozłąka
Pomóżcie szukać strażnicy miejscy
Wołajcie na wiata strony
Znajdźcie w którym się schował miejscu
Bo on jest dla mnie jako kwiat wonny
Łożnica moja nadal jest pusta
Rozłąki z miłym nie zniosą usta
Znalazłam spoczywał na błoniu
Zapach  żywicy i mirry mnie wiódł
Zbudziłam pocałunkiem na skroni
Znowu mi lilie we włosy wplótł

 i. t. d.